| Biblia Nauka a Słowo Boże |
| TRZEJ KRÓLOWIE część 1 Przypuszczam że 24 wrzesień 2010 będzie zapamiętany w Kościele Katolickim przede wszystkim jako przywrócenie i podniesienie do rangi święta państwowego w Polsce obchodów na cześć Trzech Króli. Jednakże ustalając tą uroczystość sejm III Rzeczypospolitej nie stanął na wysokości zadania, i nie wyjaśnił ani skąd się oni wzięli, ani też jakież to oni zasługi położyli dla Polski i rozpowszechnienia wiary chrześcijańskiej. Zaciekawiony, co też władze Polski i Kościół mają do ukrycia w tej sprawie postanowiłem przeprowadzić prywatne śledztwo w tej sprawie, które zacząłem od przejrzenia raportów w tej sprawie w Nowym Testamencie. Niestety, jedyne co mogłem znaleźć brzmiało bardzo zniechęcająco. Raport Mateusza 2:1- 12: A kiedy Jezus przyszedł na świat za czasów króla Heroda w Betlejem judzkim, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Widzieliśmy bowiem gwiazdę jego na wschodzie i przyszliśmy, aby się mu pokłonić. Usłyszawszy o tym król Herod przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zwołał tedy wszystkich najwyższych kapłanów i uczonych w Piśmie spośród całego ludu i wypytywał ich, gdzie miał się narodzić Mesjasz. A oni mu powiedzieli: W Betlejem judzkim, bo tak oto napisał Prorok: A ty Betlejem, ziemio judzka, wcale nie jesteś najmniejsze z pokoleń Judy. Z ciebie przecież wyjdzie Władca, który będzie pasterzem Izraela, ludu mojego. Wtedy Herod, przywoławszy potajemnie Mędrców, wypytywał ich dokładnie, kiedy się gwiazda ukazała. A potem wysłał ich do Betlejem, mówiąc: Idźcie, wypytujcie dokładnie o Dziecię, a gdy tylko Je znajdziecie, dajcie mi znać, ażebym i ja także mógł pójść i złożyć Mu pokłon. Usłyszawszy tedy takie polecenie od króla, udali się w drogę. Gwiazda zaś, którą widzieli na wschodzie, poprzedzała ich aż do miejsca, gdzie znajdowało się Dziecię; tam się też zatrzymała. Widok tej gwiazdy napełnił ich bardzo wielką radością. A gdy weszli do środka, zobaczyli Dziecię z Maryją, Matką Jego. Upadli tedy na kolana i oddali Mu hołd, a potem, otworzywszy swe szkatuły, złożyli w darze: złoto, kadzidło i mirrę. A kiedy zostali we śnie pouczeni, by nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny. Raport Łukasza 2:1 -16 W owym czasie wyszedł de kret od cesarza Augusta, aby spisano mieszkańców całego państwa. Odbył się ten pierwszy spis wtedy, gdy rządy w Syrii pełnił namiestnik Kwiryniusz. Szli tedy wszyscy, każdy do swego miasta, aby się zapisać. Wyruszył też i Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do Betlejem, miasta Dawidowego – był bowiem z domu i z pokolenia Dawida – żeby się zapisać razem z Maryją, zaślubioną mu, brzemienną. A kiedy się tam znajdowali, nadszedł dla niej czas rodzenia. I wydała na świat Syna pierworodnego, owinęła Go w pieluszki i złożyła w żłobie, bo zabrakło dla nich miejsca w gospodzie. Byli zaś w tej okolicy pasterze, czuwający nocą w polu nad swymi trzodami. I oto anioł Pański zjawił się wśród nich: jasność Pana opromieniła ich, a oni bardzo się przelękli. Anioł zaś powiedział do nich: Nie bójcie się! Oznajmiam wam bowiem wielką radość zgotowaną całemu narodowi: W mieście Dawidowym narodził się wam dziś Zbawiciel, który jest Mesjaszem i Panem. A oto znak dla was: Znajdziecie niemowlę owinięte w pieluszki i złożone w żłobie. I natychmiast przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga mówiąc: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, w których sobie Bóg upodobał. A kiedy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili między sobą: Chodźmy do Betlejem i zobaczmy to, co się stało i co nam Pan okazał. I spiesząc się przybyli, i znaleźli Maryję i Józefa, i Dziecię złożone w żłobie. Rozpatrując te dwa sprawozdania należy na wstępie zaznaczyć, że stanowią one Słowo Boże, a więc z natury rzeczy są niepodważalne. Jednakże takiemu sceptykowi jak ja od razu rzuciły się w oczy rozbieżności pomiędzy tymi dwoma Słowami, gdyż przedstawione w nich fakty zupełnie do siebie nie pasują. U Mateusza wizyta mędrców wydarzyła się za panowania króla Heroda Wielkiego, który zmarł w 4 roku p.n.e. Ponieważ zaś miał on nakazać wymordowanie wszystkich niemowląt nie mających jeszcze dwóch lat, nie ulega wątpliwości, że owi mędrcy musieli przybyć najpóźniej w 6 roku p.n.e. Biorąc to pod uwagę, równie dobrze mógłby to być i 12 rok p.n.e. czy jeszcze wcześniej. I tu ciekawa rzecz. Zgodnie z powyższą relacją, Jezus w momencie odwiedzenia go przez magów musiał być co najmniej w wieku 2 lat, a może jeszcze starszy. To że leżał jeszcze w tym czasie w żłobku mogłoby świadczyć o lenistwie jego ojca, który zamieszkał w stajence na dobre i przez okres dwóch lat nie chciało mu się ruszyć z Betlejem do swojego domu w Nazarecie. Z kolei Łukasz, nota bene i pozostali ewangeliści, nie wiedzą nic na temat tej wizyty. Pomimo tego Łukasz urodziny noworodka o imieniu Jehoszua ben Josef określa bardzo ściśle - na 6 rok, tyle że naszej ery. O ile możemy się zgodzić, że miejsce akcji wg Mateusza jest Betlejem to w przypadku Łukasza nie jest już to takie pewne. Po pierwsze podróż Józefa do Betlejem była zupełnie zbędna, gdyż wspomniany przez Łukasza spis zupełnie go nie dotyczył, ponieważ był on rezydentem Nazaretu w Galilei. Sam zaś spis, nie dotyczył mieszkańców całego państwa, ale jedynie ziem zarządzanych niegdyś przez Archelaosa. W czasie zaś jego trwania, rodzinna kraina Józefa - Galilea rządzona była przez Heroda Antipasa, więc zarządzenia gubernatora Syrii dotyczące prowincji zarządzanych kiedyś przez jego brata, nie miały w stosunku do niego żadnego znaczenia. Należy jeszcze wziąć pod uwagę, że Jezus cały czas jest Nazareński, a nie Betlejemski, co sugeruje jego narodziny właśnie w Nazarecie. Wydaje się więc, że cała ta podróż, na dodatek z ciężarną żoną na karku w świetle faktu, że do spisu była wymagana obecność jedynie głowy rodziny,została wymyślona jedynie po to, aby spełnić proroctwo Starego Testamentu, które zostało zresztą niewłaściwie przetłumaczone, gdyż według słów proroka, mesjasz mógł, ale nie koniecznie miał narodzić się w Betlejem. No i najważniejsze - w Palestynie przed rokiem 6/7 n.e., nigdy nie było żadnego spisu ludności zarządzonego przez władze rzymskie. Weźmy jeszcze pod uwagę sam fakt obecności pasterzy czuwający nocą w polu nad swymi trzodami. To już jest zupełnie niedorzeczne. Przecież w dniu narodzin Jezusa, to jest 25 grudnia, w Izraelu panują temperatury takie jak u nas późną jesienią, gdy temperatura spada blisko a czasem poniżej zera. Dlatego też w tym okresie, podobnie jak to się dzieje i u nas, bydło jest trzymane w oborach na nie na pastwiskach, więc pastuszkowie na pewno mieli coś lepszego do roboty niż trząść się z zimna na dworze czy moknąć w strugach deszczu. Przejdźmy teraz do samych mędrców. Św. Mateusz nazwał ludzi, którzy przyszli ze Wschodu oddać pokłon Jezusowi mianem magów (magoi w greckim oryginale). Mag to kapłan we wczesnej epoce religii mazdejskiej (dynastia Achemenidów VI-IV wiek p.n.e.). Magowie byli początkowo członkami jednego z sześciu plemion medyjskich, zajmujących się prawdopodobnie wyłącznie sprawami kultu religijnego. Po reformie Mazdeizmu przeprowadzonej przez Zaratusztrę, stanowili kastę duchownych. W Literaturze klasycznej mag oznacza kapłana babilońskiego i chaldejskiego, zajmującego się magią i astrologią. W czasach kiedy powstawała ewangelia wg św. Mateusza, słowo mag było już wieloznaczne i mianem tym określano w Persji, Medii i Babilonii ludzi wykształconych, zajmujących się nauką, będących przeważnie doradcami monarchów. Od siebie dodam, że staroperskie słowo magu oznacza także „uczestnicy daru”. Obecnie najwięcej zwolenników w Kościele ma teza, że magowie byli Chaldejczykami, ludem babilońskim, zamieszkującym ziemie dzisiejszego Iraku. Dynastia chaldejska rządziła bowiem państwem nowobabilońskim gdy podbiło ono Palestynę. Ziemie Żydów należały więc do Chaldejczyków aż do najazdu perskiego w 539 p.n.e. Poza tym w literaturze klasycznej greckiej i rzymskiej określano mianem Chaldejczyków wszystkich magów, astrologów i wróżbitów, pochodzących z Mezopotamii. Ale tak naprawdę, to Mateusz nie wymienia żadnego z tych krajów, sytuując ich dom ojczysty na Wschodzie. Sęk w tym, że Wschodem nazywano wtedy wszystkie ziemie na wschód od rzeki Jordan. Nie wiadomo więc skąd przybyli owi magowie. Wiele wskazuje na Persję lub sąsiednią krainę – Medię. Obecnie na ziemiach tych krain istnieje państwo Iran. Swoich zwolenników miała też kiedyś koncepcja, że magowie przybyli z Arabii. Dary, które wręczyli (mirra, kadzidło i złoto) były bowiem zwyczajowo wręczane w starożytności na Półwyspie Arabskim. Zastanówmy się teraz nad pytaniem mędrców - gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Kto jak kto, ale jeżeli byli oni naprawdę mędrcami, to powinni wiedzieć, że ich pytanie jest zupełnie bez sensu. Przecież królem się nikt się nigdy nie rodzi. Takim władcą staje się dopiero po uroczystym namaszczeniu przez arcykapłana. Prawidłowo więc postawione przez nich pytanie powinno brzmieć: Gdzie mieszka nowo narodzony potomek króla żydowskiego? Wtedy każdy by go skierował do pałacu Heroda Wielkiego. Ale niewiele mądrzejszym od nich okazał się sam Herod, który usłyszawszy powyższe pytanie przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zwołał tedy wszystkich najwyższych kapłanów i uczonych w Piśmie spośród całego ludu i wypytywał ich, gdzie miał się narodzić Mesjasz. Dlaczego Herod pyta się o mesjasza? Skąd przyszła mu do głowy taka idiotyczna myśl? Co ma piernik do wiatraka? Magowie nie pytali go przecież o to gdzie urodzi się mesjasz, gdyż samo pojęcie było czysto żydowskie i całkowite obce ich kulturze. Pytali się wyraźnie o nowo narodzonego króla! I to właściwie byłoby wszystko co wiemy o tych tajemniczych przybyszach - czyli nie więcej niż o pastuszkach przybyłych do stajenki. Jedyną pewną rzeczą jest to, że ich grupa liczyła co najmniej dwie osoby, oraz że strasznie pomylili się w swoich rachubach, gdyż Gwiazda, która miała ich przewieść do jakiegoś króla doprowadziła ich jedynie do jednego z żydowskich mesjaszy. Teraz jest pora na odzew nikczemnego Heroda, który przywoławszy potajemnie Mędrców, wypytywał ich dokładnie, kiedy się gwiazda ukazała. A potem wysłał ich do Betlejem, mówiąc: Idźcie, wypytujcie dokładnie o Dziecię, a gdy tylko Je znajdziecie, dajcie mi znać, ażebym i ja także mógł pójść i złożyć Mu pokłon. Usłyszawszy tedy takie polecenie od króla, udali się w drogę. Gwiazda zaś, którą widzieli na wschodzie, poprzedzała ich aż do miejsca, gdzie znajdowało się Dziecię; tam się też zatrzymała. Niestety, Duch Święty nie przekazał nam nic na temat, jaka była odpowiedź mędrców na temat czasu ukazania się w ich krainie gwiazdy. Wiemy tylko, że w ich siedzibie cały czas była na wschodzie. Co to był za dziw natury? Kościół, i od dawna mający cokolwiek z nim wspólnego wykształceni wierni na próżno próbowali rozwiązać tą zagadkę. Jedno jest pewne. Zjawisko astronomiczne, które można by uznać za Gwiazdę Betlejemską musiało spełniać kilka warunków. Po pierwsze i chyba najbardziej oczywiste - musiało się wydarzyć w okresie w którym Jezus się urodził, lub nieco wcześniej. Musiało być dobrze widoczne na dosyć sporym obszarze i ostatni warunek: musiało być niecodzienne lub bardzo rzadkie. Zanim przejdziemy do dalszych rozważań nad Gwiazdą Betlejemską należy zauważyć, że przy założeniu, że magoi wyruszyli z Persji, to mieli do przebycia odległość pomiędzy 1693 a 1930 km. Dystans ten można było pokonać w zależności od pory roku i warunków atmosferycznych w granicach od 8 do 12 miesiącami podróżując na wielbłądach. Do czasu samej podróży należało by jeszcze doliczyć wiele tygodni przygotowań. Co zaś do samej Gwiazdy, to moim zdaniem funkcjonowała ona mało sprawnie. Doprowadziła ona co prawda magów do Jerozolimy, ale potem na jakiś czas zgasła, i dopiero po wizycie u Heroda zaczyna świecić znowu i doprowadza ich pod właściwy adres. Ale już było za późno. Gdyby gwiazda świeciła bezustannie, albo zaczęła świecić odrobinę wcześniej, albo gdyby świeciła omijając Jerozolimę, wówczas fatalna w skutkach wizyta u Heroda byłaby zbędna, a Jezusowi nie groziłoby śmiertelne niebezpieczeństwo, spowodowane chwilowym brakiem świecenia gwiazdy. Bo to właśnie dzięki jej nagłemu zgaśnięciu Herod dowiedział się o swoim konkurencji, poczuł się zagrożony i wymordował prawie wszystkich niemowlaków. Gwiazda Betlejemska stała się prawdziwym zwiastunem śmierci! Poza tym, tak nawiasem mówiąc, to gwiazda ta była zupełnie niepotrzebna w podróży magów z Jerozolimy do Betlejem, gdyż odpowiednie namiary magowie dostali już od Heroda. Gwiazda była jedynie potrzebna, że by wskazać, że tak się wyrażę, numer domu. Wydaje mi się, że obecnie najwięcej zwolenników ma hipoteza wybitnego astronoma z Gdańska, Jana Keplera (1571-1630), sformułowana w roku 1606. Otóż odkrył on, że w 7 i na początku 6 r. p.n.e. miała miejsce tzw. potrójna koniunkcja Jowisza, Saturna i Marsa. Koniunkcja oznacza złączenie, w tym przypadku pozorne. Trzy planety „ustawiają się” na jednej linii z Ziemią w stosunku do Słońca, tak, że wydaje się jakby były jedną, wielką, mocno świecącą gwiazdą. Słońce było wówczas w znaku Ryb. Taka potrójna koniunkcja zdarza się mniej więcej co 800 lat i jest wyjątkowo jasna. Poza tym w 7 r. p.n.e. koniunkcja Jowisza i Saturna pojawiła się aż trzykrotnie: 27 maja, 6 października i 1 grudnia. Przy tej ostatniej koniunkcji do dwóch największych planet dołączył Mars. Jednakże ta hipoteza niesie za sobą dwa poważne błędy. Po pierwsze, Pismo Objawione wyraźnie mówi o gwieździe a nie o planetach, a po drugie koniunkcja trwa zaledwie parę dni, i wychodzi na jaw, że w rzeczywistości są to trzy „gwiazdy”, więc po ich upływie przestała by wskazywać drogę. Praktycznie więc po spakowaniu się, magowie byliby pozbawieni jej światłych rad i zawrócili by do domu. Jednak istnieje jeszcze jedna przeszkoda. W roku 525 biskup Rzymu Jan I, podjął bardzo ważną decyzję, aby dla chrześcijańskiego świata wymyślić nowy kalendarz, który by zaczynał się od urodzin pana naszego Jezusa Chrystusa. Zadanie to zostało powierzone mnichowi o imieniu Dionisus Exiguus (Dionizy Mały). Oczywiście nasz opat nie łamał sobie głowy nad takimi drobnostkami jak niezgodności pomiędzy Mateuszem i Łukaszem i jak sądzę wyciągnął jakąś średnią przyjmując że Jezus urodził się w roku śmierci Heroda, który według niego umarł 754 lat po założeniu Rzymu (ab urbe condita). Duch Święty zaklepał tę datę, po czym przekazał Kościołowi radosną wieść, że Chrystus narodził się w roku 0 n.e. Niestety, opierając się na niezaprzeczalnych źródłach historycznych, jakiś mądrala później odkrył, że w istocie, Herodowi się zmarło w 750 roku ab urbe condita, ale Nieomylny Wikariusz Chrystusa dalej trwał przy swoim i nie zmienił ani na cal swojego objawienia. My jednakże doskonale wiemy, że śmierć Heroda nastąpiła w 4 roku p.n.e. i że na niebie w tym roku nie pojawiły się żadne planety, które mogłyby przekonać chaldejskich Magów do niebezpiecznej i długiej podróży. Co prawda Jowisz znajdował się wtedy w znaku Panny, a wierni uważają za symbol Maryi Dziewicy, ale przecież Trzej Magowie nie mieli pojęcia, że celem ich wędrówki jest ona, czy jakieś niemowlę w stajence. Wypytywali Heroda o żydowskiego króla i zapewne spodziewali się hucznego przyjęcia na jego dworze, a nie spotkania z 13-14 letniej mężatką pokładającej się z małżonkiem na pokrytym odchodami klepisku stajni. Jeszcze inną sugestię przyniosły wyniki obliczeń w ramach opracowanego w USA nowego modelu Układu Słonecznego zaistniałego w tym czasie. Okazało się, że 17 czerwca drugiego roku przed Chrystusem nastąpiło „złączenie” Wenus i Jowisza, przy czym minimalna odległość między nimi była tak mała, że patrząc gołym okiem nie można było rozdzielić światła obu planet. Zjawisko to miało miejsce w pobliżu Regulusa, najjaśniejszej gwiazdy w konstelacji Lwa. Mędrcy mogli zinterpretować to jako zapowiedź narodzin jakiegoś króla. Była to woda na młyn chrześcijan. Wystarczy przypomnieć, że lew jest godłem plemienia Judy. „Judo, młody lwie” - zwraca się Jakub do swego syna, a o Chrystusie mówi się „Lew z pokolenia Judy”. Jednakże koncepcji tej nie możemy brać pod uwagę ze względu na niezgodność daty koniunkcji z datą śmierci Heroda. Pojawienie się na niebie gwiazdy trzech Mędrców musiało oczywiście nastąpić za życia Heroda. Tymczasem, według historyka żydowskiego Józefa Flawiusza, Herod zmarł w miesiąc po częściowym zaćmieniu Księżyca, które wydarzyło się 12-13 marca w czwartym roku przed Chrystusem. Istnieją także zwolennicy Gwiazdy Betlejemskie w postaci komety. Dziś obserwuje się kilkanaście, a czasem nawet kilkadziesiąt komet rocznie, ale są to przeważnie słabe obiekty, niewidoczne gołym okiem. Jasne komety pojawiają się rzadko, średnio kilka na stulecie. Z okresu narodzin Jezusa dobrze znane jest właściwie tylko jedno ukazanie się komety, w roku 12 przed Chrystusem. Wiemy, że była to słynna kometa Halleya, która mniej więcej co 76 lat powraca do Słońca i może być wtedy z Ziemi obserwowana w gdyż jej głowa będąca w rzeczywistości obłokiem gazu i pyłu otaczającym bryłę jądra posiada wypływający z niej świecący gazowo-pyłowy warkocz. Kometa Halleya ostatnio była widoczna w 1986 roku, a to jej pojawienie się wykorzystano do bezprecedensowych badań, między innymi za pomocą sond kosmicznych. Problem, czy kometę Halleya można uznać za gwiazdę betlejemską, nurtował badaczy od dawna. Hipotezę, że Trzech Mędrców wiodła kometa Halleya odrzuca między innymi C.J. Humpreys z Uniwersytetu w Cambridge. Ten z kolei powołuje się między innymi na biblistów, którzy dowodzą, że najwcześniejszą z możliwych datą narodzenia Jezusa jest rok siódmy przed naszą erą. W literaturze astronomicznej są wzmianki o pojawieniach się na niebie komet w roku piątym i czwartym przed Chrystusem. Wspominają o tym starożytni kronikarze Dalekiego Wschodu. Komety z roku czwartego nie można traktować jako kandydatki na gwiazdę betlejemską, ponieważ widoczna była w kwietniu. To stawia w kolizji ewentualną datę narodzenia Chrystusa z datą śmierci Heroda. Pozostaje przyjąć, że gwiazdą betlejemską mogła być kometa z roku piątego przed naszą erą. Jak wynika z zapisków, pojawiła się na przełomie marca i kwietnia, była widoczna przez 70 dni, a także miała okazały warkocz. Tylko że wprowadzenie do obrotu komety znów nie ma sensu, gdyż ponownie: ani nie jest to gwiazda, ani też nie posiada ona żadnych kwalifikacji aby być drogowskazem. Rozpatrzmy teraz pogląd zwolenników twierdzących, że mędrców przywiodła do Betlejem jakaś gwiazda supernowa. Supernowa to gwiazda, która była kiedyś kilkadziesiąt razy bardziej masywna od Słońca i miała pecha, że po spopieleniu swojego paliwa wybuchła w takiej eksplozji, że jej światło jest 10 do 100 milionów razy od niego silniejsze. To właśnie powstała w jej wybuchu otoczka gwiazdowa świeci tak jasnym światłem, że może być doskonale widoczna również w dzień, jeżeli znajduje się dostatecznie blisko nas. To, że z czasem przekształca się ona w gwiazdę neutronową lub czarną dziurę nie jest może dla nas tak bardzo istotne jak fakt, że potrafi ona tak świecić, nawet daleko dłużej niż trwała podróż mędrców do Palestyny. Przeglądając stare chińskie kroniki, odkryto, że w na przełomie IV i V wieku zauważono na niebie jasną gwiazdę, którą nazwano Wędrowcem. Moim zdaniem, nie mogła to być żadna supernowa, gdyż nazwanie jej Wędrowcem musiało znaczyć, że poruszała się ona inaczej, być może szybciej w stosunku do innych zaobserwowanych przez nich ciał niebieskich. Mogła to być na przykład jakaś kometa lub duży meteor. Niestety. Ich poszukiwania, jak również powzięte na wszelki wypadek poszukiwanie szczątków supernowej nie dały żadnych rezultatów. Doszliśmy więc do stwierdzenia, że żadne wymienione uprzednio zjawiska nie mogły mieć miejsca, a szczególnie fenomen twierdzący, że Gwiazda zaś, którą widzieli na wschodzie, poprzedzała ich aż do miejsca, gdzie znajdowało się Dziecię; tam się też zatrzymała. Dla słabo rozeznanych w astronomii wyjaśnię, że gwiazdy wędrują co prawda po niebie, jednakże jest to jedynie ich pozorny ruch. W rzeczywistości to nasza Ziemia się obraca stwarzając tego typu złudzenie. Aby jeszcze bardziej przybliżyć problem na jaki musieli napotkać trzej magowie, wyobraźmy sobie, że ktoś uzyskał wiadomość, że gdzieś na północy leży nieodkryty jeszcze skarb. Ten ktoś ma na tyle ułatwione zadanie, że Gwiazda Polarna wskazująca północ geograficzną nie zmienia swojego położenia na niebie. Teoretycznie wędrując więc na północ powinien natknąć się na niego. Tyle tylko, że nasz podróżnik, jako miejsce startu do podróży ma do wyboru całą północną półkulę Ziemi. I dopiero po jego wybraniu może wytyczyć prawidłową linię wiodącą go do bogactwa. W podobnej sytuacji byli też i magowie. Co z tego że na wschodzie świeciła ich gwiazda, kiedy nie wiedzieli z jakiego punktu na Ziemi mają ruszyć w jej kierunku aby dotrzeć do króla. Beznadziejne zadanie! No i najważniejsza rzecz. W pewnym momencie Gwiazda Betlejemska musiała by zawisnąć parę metrów nad strzechą stajni, aby dokładnie wskazać zimowe leże poszukiwanego przez nich króla. Chyba nie muszę mówić, że takie rzeczy mogą się zdarzyć tylko w bajkach I to by było wszystko co byliśmy w stanie wydłubać z Pisma Świętego. Teraz przedstawimy dalszy ciąg przygód naszych mędrców oparty na pismach, które nie mają nic wspólnego z objawieniami, a mimo to zostały przyjęte przez Kościół i nasze władze jako prawda i tylko prawda. W ten sposób rzucone przez Mateusza ziarno niespodziewanie zaczęło kiełkować i historia o magach zaczęła się toczyć własnymi torami. Niewątpliwie pomogła w tym i polityka Kościoła manipulowania Starym Testamentem przez wyrywanie z kontekstu cytatów i stosowania ich do wydarzeń zaistniałych kilkaset lat po ich napisaniu, które oczywiście nie mają z nimi nic wspólnego. W ten sposób pod wpływem Psalmu 72 : 10 Królowie z Tarszisz i z wysp przyniosą mu dary, królowie Szeby i Saby przyjdą z podarkami, Psalmu 68 :30 z wezwaniem: Niechaj przynoszą Ci dary królowie a także tekstu z Księgi Proroka Izajasza z rozdziału 60 : 3, mówiącego o chwale odnowionej Jerozolimy: Narody zmierzają ku twojemu światłu, a królowie – ku powstającej jasności Tertulian († ok. 220), jako pierwszy, z pewnym wahaniem i nieśmiało, nazywa ich królami co ostatecznie zaklepał św. Cezary z Arles († 542). Sama liczba mędrców była również niesprecyzowana. To wołające o pomstę do nieba ewidentne niedopatrzenie Trójcy Świętej starano sie nadrobić na różna sposoby. Na wczesnochrześcijańskich rysunkach w rzymskich katakumbach w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, aż do IV w widzimy: dwóch, trzech, czterech lub sześciu czy ośmiu. Dla przykładu: • malowidło na cmentarzu św. Piotra i Marcellinusa pokazuje dwóch magów, • jedno w Muzeum Laterańskim - trzech, • jedno na cmentarzu Domitilla - czterech, • waza stojąca w Kościelnym Muzemu - ośmiu Marucchi, „Eléments d’archéologie chrétienne”, Paris, 1899, I 197). Natomiast w kościele Św. Apolinarego w Ravennie znajduje się mozaika przedstawiająca trzech magów podążających za gwiazdą z pięknymi naczyniami w ręku zawierającymi cenne prezenty. Wędrowcy ci nie mają jeszcze koron, jak to potem się przyjęło. Ubrani są w typowe stroje wschodnie i wszyscy trzej mają na głowie sflaczałe czapki. Czerwone czapki z czubem (kiedyś były dwa czuby, jeden skierowany do góry, drugi do przodu) to nakrycie głowy kapłanów w służbie Mitry, boga światła w mitologii indo-irańskiej. Taka czapka frygijska noszona była na co dzień aż do dwunastego wieku już nie jako symbol władzy. Symbolem władzy, jakby koroną stała się znów w Wenecji, kiedy to doża przyjmował w niej nawet królów. Potem, dziwną koleją losów stała się strojem francuskich rewolucjonistów i tak widzimy ją na obrazach mistrzów francuskich owych czasów. A jeszcze później jakimś cudem przekształciła się w męską szlafmycę. Wracając do tematu, to w Syrii i Armenii sądzono, że magów było ich dwunastu, pewno na skutek sugestii o liczbie 12 Apostołów czy też 12 plemionach Izraela. Z kolei Kościół koptyjski w Egipcie uznał, że było ich aż sześćdziesięciu. Według niektórych było ich akurat dziesięciu wraz z towarzyszącym im orszakiem liczącym bagatela - 1200 osób. Istnieją także źródła, które donoszą o jeszcze większej liczbie hołdowników. Liczba „trzy” pojawiła się u Orygenesa († ok. 251 r.) w pierwszej ćwierci III w. Stwierdził on, że skoro były trzy dary, to tylu musiało być również wręczających. W wieku IV ten pogląd stopniowo wszędzie został przyjęty. W tym całym zamieszaniu zupełnie zapomniano jakie to imiona mieli nasi mędrcy. Ponieważ nawet Stary Testament nie mógł pomóc poprawiaczom Nowego Testamentu w tej kwestii, różne chrześcijańskie nacje w różny sposób próbowały temu zaradzić. Grecy nadali im imiona Apellicon, Amerim i Serakin. Dla Syryjczyków byli to Kagpha, Badalilma i Badadakharida. Etiopczycy byli pewni że to Ator, Sater i Paratoraz, czemu gwałtownie zaprzeczali Koptowie w Egipcie nazywając całą ich dwunastkę jeszcze inaczej. Ich współcześnie nam znane imiona Baltazara, Melchiora i Kacpra po raz pierwszy ukazały się na początku V wieku w kilku źródłach, jak np. w Excerpta Latina Barbari (które jest tłumaczeniem greckiego manuskryptu, napisanego prawdopodobnie w Aleksandrii około 500 roku) gdzie noszą odpowiednio imiona: Bithisarea, Melichior and Gathaspa. Kacper (Kasper) – perski Gizbar, czyli „Stróż Skarbca” albo Gathaspar, czyli „Wspaniały”. Melchior – hebrajski Melkior czyli „Bóg (król) jest moją światłością”. Baltazar – semicki Belszassar, czyli „Niech Bóg zachowa jego życie”. Około roku 520, na mozaice zdobiącej kościół San Apollinare Nuovo w Rawennie, która wówczas była stolicą posiadłości bizantyńskich w Italii, nad postaciami mędrców umieszczono wyraźne napisy: Balthassar, Melchior, Gaspar. Te same imiona podaje później wielki teolog angielski, Beda Czcigodny (675-735). Teraz brakuje nam tylko jednego. Skąd oni pochodziliWydaje się, że Armeńczycy rozwiązali tą frapującą zagadkę ustalając, że Baltazar pochodził z Arabii, Melhior z Peresji a Kacper aż z Indii. Nie wszyscy jednak byli zadowoleni z takiego rozwiązania. Kościół więc postanowił, ze Trzej Królowie powinni reprezentować jeśli nie wszystkie, to przynajmniej te rasy ludzkie, które miały początek w trzech synach Noego. I tak Melchior miał symbolizować potomków Jafeta, czyli rasę białą z Europy, Kacper – Sema, czyli ludy semickie z Azji, a Baltazar – Chama, czyli Afrykańczyków. Oczywiście kłóci się to genami Noego jak i jego małżonki (rasa semicka), ale przecież nie takie trudności pokonywał Kościół. Dla mieszkańców wschodniej Azji i później odkrytej Ameryki i Australii zabrakło już miejsca. Nie mniej jednak idąc za ciosem, niektórzy z malarzy, jak na przykład wybitny Andrea Mantegna postanowili jednego z Króli uczynić Murzynem, by dobitnie zaznaczyć, że cały świat oddawał hołdy Jezusowi. Wygląd magów był ustalany przez teologów i artystów równie arbitralnie jak ich imiona. Wydaje mi się, że początek zrobiła święta Helena, której dostarczony zwłoki Trzech Króli, będących w różnym wieku. Beda Czcigodny pisał na początku VIII wieku, że Melchior miał siwe włosy i brodę, Baltazar śniadą skórę i czarną brodę, a Kacper, najmłodszy z nich, nie miał brody. Na początku wieku XV autor Żywotów Świętych, Petrus Natalibus określił, że Melchior miał 60 lat, Kacper 40, a Baltazar 20. Tym samym Kościół uznał św. Mateusza za wierutnego kłamcę, który opowiadał bajki o jakichś hochsztaplerach ze Wschodu a nie o królach. Miało to nawet swój sens, gdyż magów zaczęto kojarzyć z czarownikami, wywoływaczami demonów lub jeszcze z czymś gorszym. Dla przykładu, pisane po Mateuszu Dzieje apostolskie wspominają: A pewien człowiek, imieniem Szymon, zajmujący się jeszcze do niedawna czarami, wprawiał w zdumienie prosty lud Samarii, twierdząc, że ma do spełnienia jakieś niezwykłe posłannictwo. Dz 8 : 9. Przypomniano sobie również, że podobne mu postacie występują także w Starym Testamencie (Pwt 18:10-11; Kpł 19:26; Iz 47:13-14), a sam Kościół wydał krucjatę czarom i astrologii. Tak więc niesposób było dopuścić, aby jakieś typy z pod ciemnej gwiazdy zaburzały swoją obecnością spokój Pana. Okazałość darów złożonych u stóp Dzieciątka świadczy o zamożności hołdowników i jak ulał pasuje do królów, a nie żyjących na ich koszt wróżbitów. Tylko który z królów co przyniósł? Strasznie nie lubię nierozwiązanych zagadek, ale tu muszę się poddać, gdyż nie potrafię się powołać na żadne konkretne źródło, chociaż wszyscy wiedzą, że Melchior, przyniósł Jezusowi złoto, Baltazar podarował mirrę a Kacper kadzidło. Te roślinnego pochodzenia produkty, nie były (i nie są) takie tanie, jakby się to na pierwszy rzut oka wydawało. Znaną od tysiącleci substancję żywiczną zwaną kadzidłem, którą przyniósł król Kasper, otrzymuje się z kadzidłowca, czyli kadzidły (Boswellia sacra, B. serrata, B. carteri i szereg innych gatunków z rodzaju Osoczynowatych, Burseraceae). Są to niskie drzewa lub krzewy występujące na pustynnych terenach Afryki i Bliskiego Wschodu. Uszkodzenie kory lub odcięci gałęzie powoduje wypływ żywicy, która zastyga na ranie lub kapie na podłoże. Zbieranie kadzidła polega na zeskrobywaniu zastygłej masy lub podkładaniu pod drzewo mat, na których zbiera się żywiczny wyciek. Po zupełnym stwardnieniu i rozdrobnieniu otrzymuje się żółto-brązowe grudki przypominające z wyglądu surowy bursztyn. Wypracowano najróżniejsze sposoby używania kadzidła. W wyniku destylacji otrzymuje się niezwykle cenny olejek. Michael Jordan w 2001 roku podaje, że za 10 ml olejku kadzidlanego trzeba zapłacić 400$, czyli nieco więcej niż za 28 g złota. Mirra, substancja zapachowa znana od tysiącleci, to także żywiczny wyciek z rośliny zwanej balsamowcem mirra lub mirnikiem abisyńskim (Commiphora abyssinica, Commiphora myrrha z rodziny Osoczynowatych, Burseraceae). (Biblijna mirra pochodziła prawdopodobnie z Commiphora myrrha). Jest to niskie, cierniste drzewo lub krzew, występuje w Arabii, Abisynii i Erytrei, lubi położenia podgórskie i górskie (aż do 2000 m n.p.m.). Najwyżej ceniono żywicę wyciekającą naturalnie, bez robienia nacięć kory czy obcinania gałązek. Była przedmiotem ożywionego handlu od czasów starożytnych, a także cennym darem, jakim wielcy tego świata obdarowywali się dla pozyskania życzliwości. Bryłki albo poddaje się destylacji dla otrzymania cennego olejku zapachowego. Nie będę się tu z oczywistych względów rozpisywać o złocie, ale myślę, że Melchior podarował Jeszu dobre kilkanaście sztabek złota. W końcu szlachectwo zobowiązuje. I teraz powiem, co mnie najbardziej zadziwia w tej całej historii. Rodzina Jehoszua ben Josefa była na samym starcie sowicie zaopatrzona w środki finansowe. Dlaczego więc Józef musiał harować jak głupi osioł przy wznoszeniu budynków, a jego małżonka nie musiała by ofiarowywać pary gołębi podczas ceremonii oczyszczenia w Świątyni, która to ofiara była dopuszczalna jedynie dla najuboższych. Te wątpliwości nie były obce teologom, którzy podali kilka przyczyn takiego stanu rzeczy. Sam znam dwie związane z tym historie. Jedna mówi, że złoto zostało skradzione przez dwóch złodziei, tych samych, których ukrzyżowano z Jezusem. Druga wersja twierdzi, że złoto zostało przekazana skarbnikowi zespołu Jezusa - Judaszowi, który je sprzeniewierzył. Na tym wędrówka darów się jednak nie kończy, Otóż w klasztorze św. Pawła na górze Atos znajduje się XV wieczna wykonana ze złota skrzynia, mająca zawierać wszystkie podarunki Trzech Króli. Została ona podarowana klasztorowi w XV wieku przez niejaką Marę Brankovic, córkę króla Serbii Durada Brankovica, która miała być żoną Otomańskiego sułtana Murata II i chrzestną matką Mechmeta II - zdobywcy Konstantynopola. Wszystkie te artefakty prawdopodobnie były częścią Świętego Pałacu w Konstantynopolu i jak się głosi były tam wystawione od IV wieku. W 1999 roku zostały one tymczasowo wystawione w Atenach aby wzmocnić wiarę i zebrać pieniądze na ofiary trzęsienia ziemi, które wydarzyło się w tym samym roku w Atenach. Naszą kronikę wydarzeń przerwaliśmy w momencie wręczenia darów. Teraz nadszedł czas, aby dowiedzieć się, co przydarzyło się trzem magom, którzy kiedy zostali we śnie pouczeni, by nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny. Chociaż do tej pory nie wiemy, przez kogo zostali oni tak pouczeni, ani jaką wybrali oni powrotną trasę. Logicznie należy przypuszczać, że nie chcieli opuszczać na dłużej swoich królestw i po dwóch latach nieobecności znowu osiedli na swoich tronach. Tyle logika. Nie mniej jednak możemy spotkać sporo opowieści, które wyczerpująco mówią o ich dalszych losach. Na przykład jedna z nich opowiada, jak nasi trzej władcy królestw: Tarsus, Saba i Nubia zostali w czasie swojej powrotnej drogi do Indii (sic!) ochrzczeni przez św. Tomasza i zakończyli swój żywot męczeńską śmiercią. Natomiast w apokryficznym dziele Armeńska Księga Dzieciństwa napisanej przez nieznanego nam autora wybrałem interesującą nam relację: I wnet Anioł Pański podążył do kraju Persów, aby polecić królom-mędrcom, iż mają ruszyć w drogę i cześć złożyć nowo narodzonemu Dzieciątku. A wiodła ich gwiazda przez dziewięć miesięcy i przybyli, kiedy Dziewica stała się matką. Naówczas bowiem królestwo Persów przez potęgę swoją i zwycięstwa górowało nad wszystkimi królami panującymi w krajach Wschodu. Mędrcami zaś byli trzej bracia: pierwszy Melkon rządził Persami, drugi Baltazar rządził Indiami, trzeci zaś Kacper panował nad Arabami. Nie zważając na te wyjaśnienia, opiszemy teraz relacje Marco Polo ze swej odbytej w XIII wieku podróży na Daleki Wschód. Zaczerpnięte one zostały z jego napisanego w 1298 roku dzieła Podróże - Opis Świata. Interesujące nas wyjątki obejmują rozdziały: XXXI i XXXII. |