| Biblia Nauka a Słowo Boże |
| TRZEJ KRÓLOWIE część 2 XXXI Tu zaczyna się wielki kraj Persja Persja jest bardzo wielką prowincją, która w starożytności była bardzo sławna i potężna, ale obecnie Tatarzy ją spustoszyli i zniszczyli. W Persji leży miasto Sawa, skąd wyruszyli trzej Magowie udając się w drogę, aby Jezusowi Chrystusowi, |gdy urodził się w Betlejemie, hołd złożyć. W tym mieście pogrzebani są trzej Magowie w trzech wielkich i pięknych bardzo grobowcach. Nad każdym grobem znajduje się czworoboczny budynek z okrągłą nadbudówką, nader pięknie ozdobiony. Tak jedno piętro stoi na drugim. Ciała są jeszcze zachowane w całości i mają brody i włosy. Jeden z nich zwał się Baltazar, drugi Kacper, trzeci Melchior. Imć Marko wypytywał wielu mieszkańców miasta o tych trzech Magów, ale nie było nikogo, kto by umiał mu coś rzec, poza tym, że byli to trzej królowie, którzy tu w odległych czasach zostali pogrzebani. Lecz dowiedział się o nich od innych ludzi prowincji| to, co wam opowiem. O trzy dni drogi, idąc przed siebie, znajduje się zamek zwany Kala Ataperistan. To znaczy po francusku zamek czcicieli ognia. Nazwę tę nosi słusznie, gdyż mieszkańcy tego zamku oddają cześć ogniowi. I powiem wam, dlaczego czczą ogień. Mieszkańcy tego zamku twierdzą, że ongiś przed wiekami trzej królowie tych ziem wyruszyli w drogę, by hołd złożyć prorokowi, który wonczas się narodził, i zanieśli mu trojakie dary: złoto, kadzidło i mirrę, aby się przekonać, zali narodzony prorok był Bogiem czyli też ziemskim królem, czy mędrcem. Gdyż mówili: „Jeśli weźmie złoto, zaiste królem ziemskim jest, jeśli kadzidło — Bogiem jest, jeśli weźmie mirrę — mędrcem jest.” I gdy przybyli na miejsce, gdzie narodziło się dziecię, najmłodszy z tych trzech królów poszedł sam, aby oglądał dziecię, i gdy wszedł, znalazł je podobnym sobie, gdyż zdawało się być jego wieku i postaci. Wyszedł więc wielce zdumiony. Następnie poszedł król wieku średniego i zdało mu się tak jak poprzedniemu: dziecię było jego wieku i postaci. I wyszedł głęboko wstrząśnięty. Potem poszedł trzeci, najstarszy wiekiem, i przydarzyło mu się jak tamtym dwom. I również wyszedł bardzo zamyślony. I gdy trzej królowie zebrali się wszyscy razem, opowiedział jeden i drugi, co widzieli, i bardzo się dziwowali, i mówili, że pójdą wszyscy trzej razem. Poszli więc wszyscy trzej razem przed dziecię: i znaleźli je z wyglądu i z wieku, jakim było. Gdyż nie miało więcej nad dni trzynaście. Więc pokłon mu oddali i złożyli dary: złoto, kadzidło i mirrę A dziecię przyjęło wszystkie trzy dary. A potem dziecię dało im zamkniętą puszkę. Trzej królowie odjechali, aby powrócić do swego kraju. XXXII Co zdarzyło się trzem królom, którzy złożyli hołd Bogu Gdy tak kilka dni drogi ujechali, powiedzieli sobie, że radzi by ujrzeć, co im dziecię dało. Więc otworzyli puszkę i znaleźli w niej kamyk. I zdumieli się bardzo co by to mogło znaczyć. Dziecię dało im to na wyobrażenie, że mają stać twardo jak kamień w wierze, która się w nich zrodziła. Ponieważ kiedy trzej królowie ujrzeli, że dziecię przyjęło wszystkie trzy dary, rzekli sobie, że było ono Bogiem i królem ziemskim, i mędrcem. A dziecię wiedząc, że tak wszyscy trzej uwierzyli, dało im ów kamień na znak, aby w tej wierze byli silni i wytrwali. Trzej królowie nie zdając sobie sprawy, dlaczego kamień ów został im dany, wrzucili go do studni; zaledwie to uczynili, spadł natychmiast z nieba ogień palący wprost do tej studni, do której kamień wrzucono. I nagle przez cud boski z otworu studni zaczął buchać płomień. Gdy trzej królowie ujrzeli ten wielki cud, przerazili się bardzo i żałowali, że rzucili kamień, poznali bowiem wtedy, że miał on wielkie i święte znaczenie. Wzięli zaraz trochę tego ognia i zanieśli do kraju swego. Złożyli go w kościele bardzo pięknym i bogatym. Tam utrzymują go stale i cześć mu oddają jak Bogu i wszystkie ofiary tym ogniem są palone. A jeśli zdarzy się, że ogień zgaśnie w jednym z owych miast|, udają się do innych wyznawców ognia i każą sobie dać nieco ognia, jaki płonie w ich kościele, i powracają ogień swój rozniecić. Lecz nigdy nie biorą z innego ognia jak tylko z tego, o którym mówiłem. Aby zaś dostać ten ogień, robią czasem i dziesięć dni drogi. Czasem udają się aż do pierwotnego źródła tego ognia, do studni, w którą wrzucony był kamień dany przez dziecię w Betlejem narodzone, a ogień ten nigdy nie gaśnie. Dla tej to przyczyny, jak powiedziałem, oddają cześć ogniowi w tej okolicy. Zapewniam was, że ci ludzie, którzy trwają w tym błędzie, są bardzo liczni. Całą tę historię opowiedzieli mieszkańcy zamku Imć Markowi Polo, zapewniając, że to wszystko jest prawda. Z tego wszystkiego możecie przyjąć to, co zgadza się z Ewangelią, że trzej Mędrcy przybyli oddać hołd Panu naszemu i ofiarowali mu dary. Reszta jest błędem pozbawionego wiary pospólstwa i nie zawiera prawdy, jeno same kłamstwa, jakie zwykli czynić nieuczeni, prości ludzie. I jeszcze wam powiem, że jeden z trzech Magów był z Sawy, drugi z Awy, zaś trzeci z Kaszanu. Opowiedziałem wam oto tę historię bardzo dokładnie, a teraz mówić wam będę o innych miastach Persji, o ich sprawach i zwyczajach. Żaden jednak raport nie może przebić wyczerpującego sprawozdania zatytułowanego Historia trium regum autorstwa karmelity o imieniu Johannes de Hildesheim z niemieckiego miasta Hildesheim. To wiekopomne, pisane po łacinie dzieło powstało w 1370 roku i zawiera w sobie rewelacje, które pod względem fantazji mogą jedynie konkurować z opowieściami biblijnymi. Niestety, nie mamy jego tłumaczenia w języku polskim, jednakże postaram się je przytoczyć w skrócie czytelnikowi. Johannes de Hildesheim HISTORIA TRZECH KRÓLI Część I - Gwiazda W czasie, kiedy dzieci Izraela opuściły Egipt i poprzez swoje zwycięstwa osiągnęli Jerozolimę i przyległe do tego miasta obszary, istniało w królestwie Ind (Indii) wysokie wzgórze nazywane Wzgórze Vaws, czyli Wzgórzem Zwycięstwa. Była to jednocześnie strażnica Ind, która czuwała dniami i nocami ostrzegając ludność przed Dziećmi Izraela a potem przed Rzymianami. W przypadku zauważenia zbliżającego sie nieprzyjaciela, strażnicy Wzgórza Zwycięstwa rozpalali wielki ogień aby dać znać mieszkańcom, aby byli przygotowani do obrony. Teraz, w czasie kiedy przepowiednia Balaama na temat Gwiazdy miała przepowiedzieć urodzenie Chrystusa, wszyscy wielcy panowie i ludność zarówno Ind’u jak i Wschodu bardzo zapragnęli zobaczyć tą Gwiazdę, która poświadczała by to wydarzenie (jest to odnośnik do Lb 24:17 - Widzę Go, lecz jakby jeszcze nie teraz, wpatruję się w Niego, lecz jakby z daleka. Oto gwiazda wschodzi z Jakuba, z Izraela berło się podnosi. Zetrze on z obydwu stron Moab i wyniszczy wszystkich synów Seta - przyp. tłumacza). Więc wszyscy znosili podarki do strażników Wzgórza i prosili ich, aby gdy zobaczą obojętnie: w dzień czy w nocy jakąś gwiazdę, która nie była dotychczas zauważalna na nieboskłonie, aby natychmiast puścili wieść do mieszkańców Ind’u. W ten sposób narodziła się sława Gwiazdy, która rozniosła się po wszystkich krainach Wschodu. A im z coraz to większą starannością przeczesywano niebo aby ją wykryć tym bardziej jej sława i tym bardziej wzrastało pragnienie populacji Ind’u aby ją ujrzeć. W końcu powołali oni dwunastu z pośród najmądrzejszych astronomów zamieszkałych w tej krainie i dano im wielkie zadanie, aby przenieśli się na Wzgórze Zwycięstwa i tam wyprorokowanej gwiazdy Balaam’a. Kiedy Chrystus urodził się w Judejskim Betlejem, Jego Gwiazda zaczęła podobnie do słońca wstawać i jasno błyszczeć. Wzniosła się ona ponad Wzgórzem Zwycięstwa i pozostała nad nim cały dzień bez ruchu będą tak samo jak gorąca i zawueszoną wysoko jak Słońce. Nie było pomiędzy nimi także żadnej różnicy w jasności. Lecz kiedy nadszedł rok narodzenia, Gwiazda wzeszła na firmament, tym razem będąc jak gdyby w koronie w postaci długich, oślepiająco promieniujących strug światła bardziej palących niż pochodnia. I tak jak fruwający orzeł bije powietrze swoimi skrzydłami, tak i smugi Gwiazdy poruszały się dookoła niej. Wtedy wszyscy ludzie, zarówno mężczyźni jak i kobiety ze wszystkich stron kraju, kiedy zobaczyli cudowną Gwiazdę byli pełni do głębi zadziwieni tym zjawiskiem i nabrali pewności, że to jest ta przepowiadana przez Balaama, dawno oczekiwana przez wszystkich ludzi w kraju Gwiazda. Teraz, kiedy czcigodni trzej królowie, którzy w tym czasie rządzili Indiami, Chaldeją i Persją zostali poinformowani przez astronomów o tej Gwieździe, byli bardzo radzi, że otrzymali łaskę zobaczyć ją za swojego życia. Dlatego też ci trzej czcigodni królowie: Mielchior, Baltazar i Kacper (w tej samej godzinie Gwiazda ukazała się im wszystkim), chociaż byli oni daleko od siebie i żaden z nich nie wiedział o zamierzeniach drugiego, zadecydowali aby iść, odszukać i oddać cześć panu i królowi Żydów, który dopiero co się narodził, jak to im przekazała Gwiazda. W ten sposób każdy z króli przygotował duże ilości podarków oraz kolumnę mułów, wielbłądów i koni mających transportować ich skarby i razem z wielką ilością towarzyszących im ludzie ruszyli naprzód przed siebie. Część II - Dziecko Teraz, kiedy trzej czcigodni królowie wyruszyli ze swoich królestw, Gwiazda szła przed każdym z królów i jego ludźmi. Kiedy zatrzymywali się, Gwiazda stawała w miejscu a kiedy oni ruszali naprzód, Gwiazda pełna zalet i mocy zawsze szła przed nimi dając im przez całą drogę światło. I jak to jest zapisane, w czasie kiedy Chrystus się narodził, panował w całym świecie pokój, wobec czego we wszystkich miastach i miasteczkach przez które oni podróżowali nie było ani w dzień ani w nocy zamkniętych bram a wszyscy ich mieszkańcy niepomiernie się zadziwiali widząc króli i towarzyszącą im ogromną różnorodność tłumu poruszającego się w wielkim pośpiechu. Jednak nie wiedzieli ani kim oni są, ani skąd przyszli i dokąd idą. W czasie podróży, ci trzej władcy przejeżdżali przez wzgórza, wody, doliny, równiny i inne przepaściste i niebezpieczne miejsca bez żadnych przeszkód, ponieważ cała droga wydawała się prosta i gładka. Nigdy też nie brali odpoczynku, ani za dnia ani też w nocy. Nigdy też ani ich konie czy inne zwierzęta cokolwiek jadły ani piły aż do czasu kiedy przybyli do Betlejem. A cały czas podróży wydawał im się jednym dniem. Ale kiedy trzej błogosławieni królowie znaleźli się blisko Jerozolimy, wielki obłok ciemności zakrył przed ich wzrokiem Gwiazdę. I kiedy Melchior i jego ludzie przechodzili szybko koło miasta, nagle zatrzymali się we mgle i ciemności. Chwilę potem przybył Baltazar i natknął się na ten sam obłok i zatrzymał się blisko Melchiora. Po czym pojawił się Kacper i jego zastępy. W ten sposób trzech sławnych króli, każdy ze swoim dworem, towarami i zwierzętami spotkali się na gościńcu koło Jerozolimy. Pomimo, że żaden z nich przed tym nie znał ani nie widział drugiego czy też o nim słyszał, kiedy się zobaczyli z wielką czcią i radością, ucałowali się wzajemnie. Potem, podczas rozmowy, kiedy każdy z nich wyjawił przyczynę i cel swojej podróży byli bardzo radzi i podnieceni. Tak więc podjęli oni teraz wspólnie podróż i przy wschodzie słońca wjechali do Jerozolimy. Gwiazda się już nie pokazała. Wtedy ci trzej czcigodni królowie, kiedy znaleźli się w mieście pytali ludzi odnośnie Dziecka, które się narodziło. I kiedy Herod usłyszał te wiadomości, był bardzo, podobnie jak i całe miasto zaniepokojony i prywatnie zawezwał trzech władców przed swoje oblicze, a podczas audiencji dowiedział się od nich, kiedy pojawiła się ich Gwiazda. Potem ich oddalił, zobowiązując ich do znalezienia dziecka i powrotu z tą wiadomością na jego dwór. Teraz, kiedy trzej królowie opuścili Jerozolimę, Gwiazda pojawiła się ponownie jak dawniej przed nimi i doprowadziła ich do Betlejem. A im bardziej zbliżali się do miejsca gdzie Chrystus się urodził, tym jaśniej świeciła Gwiazda. W końcu znaleźli sie w Betlejem o godzinie szóstej rano. I jechali tak przez ulice miasta, aż przybyli przed mały domek. Tam Gwiazda się zatrzymała, a potem obniżyła się i emanowała z siebie tak wielki blask, że mała chatka była pełna światła. Po chwili Gwiazda uniosła się z powrotem do góry ale ciągle stała nad wskazanym przez siebie miejscem. Wtedy trzej królowie weszli do małego domku i znaleźli Dziecko razem z jego matką, i upadli przed nim oddając mu cześć i ofiarowują prezenty. Przy tym, ty powinieneś wiedzieć, że owi trzej królowie przynieśli wielkie dary ze swoich krain, jak bogato ornamentowane i ryte złote naczynie, wiele klejnotów i cennych kamieni oraz złoto i srebro, które przynieśli w ofierze Królowi Żydów. Ale kiedy oni znaleźli Pana w malutkiej chatce, w ubogich szatach i kiedy zobaczyli że Gwiazda wydziela tak wielkie i święte światło w całym miejscu, to wydawało się, jak gdyby stali w buchającym ogniem piecu, zaczęły ich dręczyć wyrzuty sumienia, że wszystkie te wartościowe klejnoty i ozdoby, które przywieźli ze sobą wybrali w pośpiechu co im pierwsze wpadło pod rękę. I tak Melchior wziął w swoją rękę złote, okrągłe jabłko i trzydzieści pozłacanych srebrnych groszy (łaciński tekst niejasny - prawdopodobnie chodzi tu o srebrne najniższego nominału monety - czyżby analogia do nieszczęsnych Judaszowych 30 srebrników? - przyp. tłumacza), po czym ofiarował to wszystko Panu. Za nim Baltazar wziął ze swojego skarbu kadzidło a Kasper mirrę. Wszystko to oni ofiarowali ze szlochami i płaczem. A teraz, po kiedy trzej królowie złożyli Panu hołd, i zamieszkali w małym pomieszczeniu w Betlejem, nadszedł do nich we śnie rozkaz, aby nie wracali do Heroda, ale wybrali inną drogę powrotną do swoich królestw. Tym razem Gwiazda, która ich dotychczas wiodła do celu znikła na dobre. Tak więc królowie, którzy nagle spotkali się na drodze pod Jerozolimą, powrócili razem do swoich domów w wielkiej radości i poważaniu. A kiedy, po wielu dniach podróży przez niebezpieczne miejsca dotarli oni do Wzgórza Zwycięstwa, na jego szczycie wznieśli piękną kaplice ku czci Dziecka, które szukali. Zgodzili się także spotykać razem w tym samym miejscu dorocznie, jak również zadecydowali, że Wzgórze Zwycięstwa winno zostać miejscem ich pochówku. Więc kiedy czcigodni królowie wykonali swoje zadania, rozjechali się każdy ze swoimi ludźmi w swoją stronę aby połączyć sie na powrót ze swoimi władztwami. Część III - Jak znaleźli się w Kolonii? Przyszedł w końcu czas, że po wielu, wielu latach, niedługo przed świętami Bożego Narodzenia, ukazała się cudowna Gwiazda nad miastami, gdzie żyło tych trzech króli, którzy tym sposobem dowiedzieli się, że nadchodzi czas, kiedy opuszczą oni ziemię. Wtedy za zgodą wszystkich zainteresowanych, wybudowali na Wzgórzu Zwycięstwa duży i piękny grobowiec, i tam trzej Święci Królowie: Melchior, Baltazar i Kacper kiedy umarli zostali pochowani we wspólnym grobie przez zasmuconych poddanych. Minęło sporo czasu, kiedy królowa Helena, matka cesarza Konstantyna, zaczęła dogłębnie rozmyślać o ciałach trzech króli, w rezultacie czego, w towarzystwie dużego orszaku wyruszyła do Kraju Ind. Teraz powinieneś wiedzieć, że po znalezieniu ciał Melchiora, Baltazara i Kacpra, królowa Helena złożyła ich do pokrytej bogatymi ornamentami jednej skrzyni, którą powiozła do Konstantynopola, po czym z wielką radością i czcią, złożyła je w kościele Świętej Zofii, który został wybudowany przez Konstantyna, tego samego, w którym on sam jeden z małym dzieckiem ustawił marmurowe kolumny. Teraz, po śmierci cesarza Konstantyna, zaczęło się prześladowanie wiary chrześcijański, podczas którego ciała czcigodnych króli były lekceważone. Kiedy na tron wstąpił cesarz Mauricius Rzymski, za jego poradą szczątki trzech króli przeniesiono do Włoch, gdzie spoczęły w okazałym kościele w Mediolanie. Z upływem czasu, Mediolan zbuntował sie przeciwko cesarzowi Fryderykowi I, który rozdrażniony, znalazłszy się w oblężeniu posłał po Rainalda, arcybiskupa Kolonii z prośbą o pomoc. Arcybiskup ze swoją armią zajął Mediolan i przekazał go cesarzowi. Za swoje usługi dla cesarza, wyraził wielką prośbę, aby mógł zabrać do Kolonii ciała trzech błogosławionych króli. Potem arcybiskup z wielką pompą i procesją przeniósł z Mediolanu do Kolonii zwłoki trzech króli. Tam też się do dzisiejszego dnia znajdują. W ten sposób kończy się legenda o tych trzech błogosławionych królach - Melchiorze, Baltazarze i Kacprze. Może jako uzupełnienie tej historii przytoczę tu interesujący wyjątek z XII wiecznej powieści biograficznej zatytułowanej Vita Eustorgi, która uzupełnia sprawozdanie Johannes’a wiadomością, że ciała Trzech Króli zostały znalezione w IV wieku na Wschodzie przez św. Helenę, matkę cesarza Konstantyna I, i zostały przetransportowane do Kościoła św. Zofii w Konstantynopolu. Kiedy św. Eustorgius został biskupem Mediolanu, uzyskał on od cesarza zezwolenie, aby mógł zabrać ze sobą szczątki Trzech Króli do tego miasta. Tam pozostawały do 1164 roku, kiedy przeniesiono je do Koloniii po tym, jak Mediolan został złupiony przez armię Fryderyka Barbarossy. Teraz istotnie spoczywają one w Katedrze Kolońskiej w przepięknym relikwiarzu, nad którym pracowało kilku artystów (włączając Nicholas’a z Verdun) pomiędzy 1180 a 1220 rokiem. Dla ciekawości przytoczę jeszcze jedną opowieść o przygodach Trzech Króli. Mikhail Amrikhas Opowieść o Trzech Królaci i kościele św. Marii w Urumii (Iran) Imiona Trzech Króli to: Melshioor (Melcolm), Beltasar (Baghadsar) i Gondophores (Kasper). Kasper pochodził z Medii (obecnie Azerbajdżan) i był młodszym od swoich towarzyszy. Był ciemnoskóry, i nosił przydomek Negara. Umarł w Urumii i został pochowany w miejscu, gdzie obecnie znajduje sie zbudowany kościół św. Marii. Melcolm pochodził z miasta Marakha leżącym w pobliżu Jeziora Urumia, gdzie też zmarł. Baghadsar natomiast był z miasta Ardabil lub Arbil w Iraku, gdzie został pochowany. Wszyscy powrócili szczęśliwie z Ziemi Świętej, lecz każdy z nich powędrował do swojego miasta, aby móc opowiedzieć swoje interesujące przygody. Kościół św. Marii został postawiony na rozkaz króla Abgar’a, który był asyryjskim księciem z Orhai (prowincja Turcji). Po zawaleniu sie imperium asyryjskiego, był on leczony na rozkaz Jezusa przez św. Tomasza, w czasach po swoim zmartwychwstaniu ale jeszcze nim doznał wniebowstąpienia. List króla Abgar’a do Jezusa i odpowiedź tego ostatniego to zupełnie inny epizod, tutaj pominięty. Jednakże po swoim uleczeniu, Abgar obiecał, że pokryje wszystkie koszty budowy kościoła pod wezwanie św. Marii na miejscu pochówku Kaspra. Potomkowie króla wypełnili co do joty jego obietnicę i wybudowali kościół, do którego później dodano drugie skrzydło, które nazwano imieniem św. Tomasza. Całość ukończono w 87 roku. Wyrzeźbiona jego figura nie jest wyraźna. Asyryjczycy tradycyjnie udają się na jezioro Urumia 3 lipca aby powitać św. Tomasza, który chodził po wodzie, oraz aby odwiedzić rodzinne miejsce Kaspra. W 190 roku, szczątki 3 mędrców zostały ekschumowane i zabrane do Urumii, gdzie je pogrzebano z wielkimi honorami w rzeczonym kościele. Trzy duże nagrobne płyty zostały umieszczone w ścianie zewnętrznej budynku. Napisane starosyryjskim językiem epitafium było dostępne odwiedzającym. Jednakże płyta nagrobna Kaspra była na pół odsłonięta w skrzydle św. Tomasza. Druga połowa pozostała ukryta i tym sposobem była nieczytelna. Podczas wojen rosyjsko - perskich w ciągu ostatnich dwóch setek lat oraz przyłączenia Azerbajdżanu i części Moża Kaspijsiego do Imperium Rosyjskiego, Rosjanie wywieźli do siebie dwie odsłonięte nagrobne tablice. Te bardzo ważne artefakty zostały umieszczone odpowiedni w katedrze Leningradzkiej i Kijowskiej. Trzecia płyta pozostała w Urumii. Podczas I Wojny Światowej, zbłąkany turecki pocisk wystrzelony z działa umieszczonego na górze Seer uderzył w skrzydło św. Tomasza odsłaniając do tej pory ukrytą część kamienia nagrobnego. Kiedy Turcy ponieśli klęskę, wojna się skończyła i zawarto pokój, chrześcijanie wrócili do Urumii. Miejsce w którym wmurowano nagrobną płytę zostało tymczasowo pokryte darniną, ale w 1926 roku, bardzo życzliwa i dobroczynna osoba nazwiskiem Esho-beg podjęła się naprawy nie tylko zburzonej ściany, ale również całego rzeczonego skrzydła. Jednakowoż zdawszy sobie sprawię, że pozostały kamień nagrobny może zwabić i skusić przyszłych archeologów do jego wyjęcia, restaurator postanowił ukryć go w całości w ścianie, wmurowując w nią imitację kamienia nagrobnego. Esho-beg miał nosa. Kiedy Rosjanie okupowali Azerbajdżan i Urumie w trakcie II Wojny Światowej, ich banda archeologów zwaliła się do starożytnego miejsca w celu wyłuskania wyżej wspomnianego kamienia. Niestety, poza imitacją nic nie znaleźli. Przesłuchiwanie kościelnego nic nie dało, ponieważ nie był on obecny w czasie trwania remontu i o niczym nie wiedział. Ruscy opuścili miejsce rozczarowani, a oryginalny kamień jest ciągle dobrze zabezpieczony zamurowany na amen w ścianie. Co na to wszystko Kościół? Otóż może to zaskoczy niejednego katolika, ale ustanowiona przez Watykan i obchodzona 6 stycznie uroczystość liturgiczna wcale nie nosi nazwy święta Trzech Króli. Było by to zresztą bardzo dziwne, ze względu na brak Kacpra, Melchiora i Baltazara w poczcie świętych Kościoła Katolickiego. Dlatego też obchodzone we wspomnianym wyżej dniu święto nosi nazwę Objawienia Pańskiego. Gdzieś od przełomu XV i XVI wieku, na Trzech Króli poświęca się złoto i kadzidło.. W XVII wieku król Jan Kazimierz składał tego dnia na ołtarzu jako ofiarę wszystkie monety bite w poprzednim roku. Okazało się także, że dotknięcie poświeconym złotem szyi, uleczy ją od wszystkich dolegliwości. Wiadomość ta na pewno uleczy wszystkich cierpiących na zapalenie gardła, wybawiając ich od wizyty w gabinetach lekarskich i wydawania pieniędzy w aptekach. Również będą zadowoleni i hodowcy bydła, gdyż dzięki okadzeniu obory z chorymi zwierzętami zostaną one uleczone, a weterynarze mogą pójść w odstawkę. Podobny efekty przyniesie również okadzenie pomieszczeń mieszkalnych. Tak więc jedyną przyczyną takiej na przykład epidemii grypy jest po prostu upadek wiary u chrześcijan zaniedbujących ten święty obowiązek. Wyskrobany poświęconą kredą na drzwiach napis K+M+B nie pochodzi wcale, tak jak sądzą wierni od pierwszych imion Trzech Króli, ale od łacińskiego zdania Christus Mansionem Benedicat oznaczającego życzenie „Niech Chrystus błogosławi ten dom”. Równie dobra jest i następna formuła: Christus Multorum Benefactor, przetłumaczalna na „Chrystus Dobroczyńcą Wielu”. Wydaje mi się jednak, że wielu z pośród dotkniętych ostatnimi klęskami żywiołowymi zupełnie zaniedbało ten zesłany przez Boga obyczaj, stosując raczej wiarę w niezniszczalność wałów przeciwpowodziowych, szybką interwencję służb medycznych czy straży ogniowej. A jak ci odstępcy od wiary ojców na tym wyszli, to wszyscy wiemy. Również zgodnie odwiecznym obyczajem, księża w tym dniu zaczynają obchód kolędowy. Zwyczaj ten był znany jeszcze w średniowieczu - podczas którego księża wizytując parafian, przepytywali ich z religii, nawracali grzeszników na drogę cnoty, zbierali datki na Kościół. Tego dnia święcono także pierścionki, medaliki, złote monety, które później wręczano dzieciom opuszczającym dom. Kultywowany do dziś jest także świecki zwyczaj przepowiadania pogody w rozpoczynającym się roku na podstawie aury panującej w ciągu 12 dni dzielących Boże Narodzenie od Trzech Króli. Owe 12 dni symbolizuje 12 miesięcy nowego roku. A po tych dwunastu dniach rozpoczyna się karnawał, którego zakończeniem są ostatki - wtorek przed środą popielcową, która rozpoczyna Wielki Post. CZAS NA FAKTY Rozpatrując cały ten bałagan z pozycji wierzącego, to opierając sie na jedynym dla niego autorytecie, a mianowicie Piśmie Świętym, nie ma on innej opcji jak całkowicie odrzucić istnienie Trzech Króli, gdyż pozostałe relacje na ich temat są zawarte jedynie w zapiskach nie mających właściwości natchnienia Ducha Świętego, a więc są zupełnie bezwartościowe z punktu widzenia Kościoła. Jest to zgodne z założeniem, że Kościół Katolicki przyjmuje wszystkie księgi tak Starego jak Nowego Testamentu, bo sam Bóg jest ich autorem, tak jednego jak drugiego, jak również tradycje dotyczące wiary i obyczajów, ponieważ ustanowił je sam Jezus Chrystus lub Duch Święty. Sobór Trydencki 1546 rok. Jednakże sprawa jest o tyle ciekawa, że pociągniemy dalej nasze śledztwo. Jak już to wiemy, na początku XV wieku ustalono wiek tych władców: Melchior miał liczyć sobie 60 wiosen, Kacper 40 a Baltazar 20. Warto tu jednakże zaznaczyć, że tyle mieli lat, kiedy trafili do Betlejem, czyli w okolicach 6 roku p.n.e. a może nawet, jak już to wcześniej zaznaczyłem mógł równie dobrze pasować 10 jak i 15 rok p.n.e. Teraz przypomnijmy sobie, że istnieją cztery miejsca ich pochówku. Jedno to kościół imienia św. Marii w Urumii, a drugie to miasto Seuva w ówczesnej Persji, obecnie w Iranie, trzecie to Wzgórze Zwycięstwa w Indiach, natomiast czwarte to katedra w Kolonii. To ostatnie miejsce jest daleko częściej odwiedzane, a ich grób jest tak pieknie wyeksponowany, że aż się prosi o dokładne zbadanie złożonych tam szczątków. Aż do niedawna było to całkowicie wykluczone, jednakże parę lat temu zezwolono niejakiemu panu Bob’iemu Brier dokładniej je zbadać przy pomocy zdjęć. W jego macierzystej uczelni, czyli Long Island University, powiększono wszystkie zdjęcia czaszek, aby je dokładnie zbadać. Okazało się, że szwy na jednej czaszce były otwarte, na drugiej częściowo zrośnięte, na trzeciej zaś całkowicie zasklepione. Tak więc czaszki z Kolonii wzorowo odzwierciedlają VI wieczną mozaikę z Ravenny. Teraz pora ustalić, ile to miał Jezus lat, kiedy go ukrzyżowano. Opierając się na zeznaniach św. Mateusza (gdyż tylko on wspomina o hołdzie trzech magów), to Jezus w chwili śmierci miał co najmniej 36 lat. Tak więc w dniu jego śmierci, Trzej Królowie liczyli by sobie odpowiednio co najmniej 96, 76 i 56 lat. W czasach gdy średnia wieku oscylowała w granicach 40 lat, wydaje się bardzo dziwne, że mogli dożyć tak sędziwego wieku. Ale z drugiej strony wiemy dzięki przekazom, że musieli żyć, skoro Apostoł Tomasz (ten niewierny) ich ochrzcił, kiedy wybrał się, chociaż nie wiemy dokładnie kiedy, po śmierci Pana do Indii. Oczywiście ci którzy dostarczyli matce cesarza Konstantyna Helenie trzy trupy spełnili swoje zadanie jak na tamte czasy wzorowo, to znaczy dostarczyli jej trzy w różnym wieku męskie zwłoki. Również ich odzież ubarwiona na purpurowy kolor wydaję się być zgodna z syryjskim wzorem tkackim z III i IV wieku. Tylko że ucieszona nabytkiem naiwna Helena, nie zwróciła wcale uwagi na fakty, że przecież Mateusz wcale nie wymienia liczby tych magików, ich wieku, rasy, ani też nie twierdzi, że wszyscy z nich byli płci męskiej. Ponadto tak naprawdę, to ich czaszki powinny być wszystkie na amen zasklepione, tym bardziej, że wielebny mnich Johannes de Hildesheim wyraźnie wspomina, że ci władcy, po odwiedzinach Jezusa żyli jeszcze przez wiele, wiele lat. Oczywiście zbadanie zwłok przy pomocy izotopów węgla wypowiedziało by się by bez pudła zarówno co do wieku tych zwłok jak i etnicznego pochodzenia tych osobników. Niestety. Kościół nigdy na to nie pójdzie, tym bardziej, że już się sparzył na Świętym Całunie z Turynu. Otóż w 1988 roku za zgodą kardynała Anastasio Ballestrero, mikrobiolog Giovanni Riggi wyciął z całunu próbkę o powierzchni 8 cm² i przekazał jej fragmenty trzem niezależnym zespołom badawczym (Zurich, Oxford, University of Arizona w Tucson). Stosując metodę datowania opartego na radioizotopie węgla C14 wszystkie trzy zespoły określiły datę powstania całunu na lata 1260-1390. |