|
FORUM CZYTELNIKÓW GMINNEJ BIBLIOTEKI PUBLICZNEJ W SŁUBICACH
Drogi Czytelniku! Zapraszamy na forum dyskusyjne. Twórz nowe tematy, dyskutuj o wszystkim, niekoniecznie o książkach...
Aby pisać i dodawać na forum artykuły i komentarze prosimy się zarejestrować. Rejestracja jest bezpłatna.Zapraszamy.
 | Strona: 1 / 1 strony: [1] |
BibliaNauka a Słowo Boże |  |
| | | | anik | 22.02.2010 10:28:12 | 
Grupa: Użytkownik
Posty: 11 #466268 Od: 2010-2-17
| Witam. Do pisanego przeze mnie artykułu potrzebny mi jest rodzaj substancji, z której zbudowany jest duch pojmowany jako niematerialny byt osobowy i jednocześnie zdolny do świadomości. Mówiąc prościej szukam składników substancji duchowej, będącej tworzywem z którego zbudowany jest Pan Bóg i Jego aniołowie. Poniżej zamieściłem odpowiedzi na interesujący mnie temat zebrane z jednego z forum wraz z moimi odpowiedziami. Bardzo proszę o zgłaszanie nowych pomysłów.
1. Ektoplazama Miała to być emanacja duchowej substancji, która miała wyciekać z ciała medium podczas seansów spirytystycznych. Jest to dawno udowodnione fałszerstwo.
2. Ciemna materia Bardzo poważny kandydat, gdyż cząsteczki z której jest ona zbudowana są nam nieznane i wymykają się jak do tej pory detekcji przez większość instrumentów naukowych. Ponieważ jednak tworzywo "skleja" grupy galaktyk oraz same galaktyki aby się nie rozleciały, posiada ona masę, która stanowi około 90% ciężaru całego Wszechświata. Ponieważ cząsteczki, z której jest ona zbudowana posiadają pewnien ciężar, więc również zbudowana z nich istota będzie emitowała fale grawitacyjne, które można bardzo łatwo wykryć.
3. Cząstki elementarne (subjądrowe) takie jak elektron, proton, neutron, mezony czy hiperony. Z uwagi na posiadanie przez nie pewnej masy będą one również łatwo wykrywalne.
4. Cząstki elementarne o masie spoczynkowej prawdopodobnie równej zero, jak na przykład różne rodzaje neutrin powstałe z rozpadu beta mionów oraz mezonów π i K. Świetny kandydat, gdyż neutrina nie oddziałują za pomocą oddziaływań silnych i elektromagnetycznych. Oddziałują jedynie za pośrednictwem oddziaływań słabych (i grawitacyjnych). Są tak przenikliwe, że obiekt wielkości planety nie stanowi dla nich prawie żadnej przeszkody (przez Ziemię w każdej sekundzie przelatuje olbrzymia ilość neutrin słonecznych – tylko przez ciało pojedynczego człowieka przenika ich około 50mld/sek.). Jest tylko jedno ale. Nigdy nie są w spoczynku i poruszają się stale z prędkością bliską prędkości światła, a wtedy posiadają masę i można je wykryć, kiedy zderzając się ze stojącym na ich drodze atomem powodując jego rozpad.
5. Duchy nie są zbudowane z żadnego rodzaju materii czy też antymaterii. Ich po prostu nie ma. Zgadzam się. Są to wirtualne zjawy stworzone przez zaburzenia w prawidłowej pracy naszego mózgu, który zaczyna produkować nierealne obrazy, zjawy i zwidy na skutek jakiegoś impulsu, jak na przykład niezwykły naciek na szybie, odblask, interferencja światła, drgania rozgrzanego powietrza, fata morgana, silna gorączka, sen, autosugestia, stan umierania itp. Uwaga, psychicznie chore osoby obywają się bez żadnych impulsów zewnętrznych.
6. Niewidzialne istoty oddziałują nawzajem z mózgiem człowieka prawdopodobnie przez elektro-magnetyczne fale, które indukują myśli i obrazy w naszym mózgu. Telepatia nie istnieje.
7. Byty duchowe są transmitowane na innej częstotliwości, która czasami wpada w rezonans z naszym i wtedy ich można zobaczyć. Rezonans mechaniczny to zjawisko polegające na przepływie energii pomiędzy kilkoma (najczęściej dwoma) układami drgającymi. Warunkami koniecznymi do zajścia rezonansu mechanicznego są albo jednakowa lub zbliżona częstotliwość drgań własnych (lub swobodnych) układów, alb istnienie mechanicznego połączenia między układami. A tak w ogóle, to nie wiem, co autor miał na myśli. Jeżeli rozważał on odbite lub wysyłane przez duchy promieniowanie, którego zakres nie pokrywa się z długością fal optycznych dostępnych dla odbioru przez nasze receptory widzenia, to się zgadzam, że nie nasze oczy nie odbiorą ich obrazu. Druga część wypowiedzi jest błędna. Ponieważ na początku założyłeś transmisję na innej częstotliwości, więc żaden rezonans nie będzie miał miejsca. Oprócz tego powyższa propozycja odbiega od tematu.
8. Duchy są zbudowane z plazmy, która jest jakąś odmianą stwierdzonej naukowo plazmy atmosferycznej. Zacznijmy od tego, że plazma jest to zjonizowana materia, tj. taka, w której atomy rozpadają się na dodatnio naładowane jony i swobodne elektrony; powstaje w wysokich temperaturach lub pod wpływem odpowiednio intensywnego promieniowana. Jest to tzw. czwarty stan materii, którą możemy łatwo zobaczyć obserwując na przykład piorun. Plazma zimna (atmosferyczna) powstaje przy odpowiednio niskich temperaturach i gęstościach, w warunkach ziemskich (na przykład podczas wyładowań atmosferycznych) i w zbudowanych przez człowieka urządzeniach (na przykład plazmotronach). W jej skład, prócz składników tworzących plazmę gorącą, wchodzić mogą również atomy i ich jony, a także cząsteczki (zarówno obojętne, jak i zjonizowane). Znaczna część atomów lub cząsteczek ulega w plazmie rozkładowi. W próżni tylko elektrony są przyspieszane i podgrzewane przez promieniowanie elektromagnetyczne wielkiej częstotliwości. Wszystkie inne cząstki (jony, atomy) pozostają zimne, więc temperatura plazmy osiąga tylko 40-50 stopni. Jednakże cząsteczki plazmy można zobaczyć i z tego powodu jako tworzywo ducha odpada ona w przedbiegach.
9. Jeżeli naprawdę żyjemy w 11 wymiarowym kosmosie, czy nie może materia, która egzystuje w 4 wymiarach utrudniać nam zobaczenia co się dzieje w pozostałych wymiarach skąd przybywają duchy? Bardzo pomysłowe. Teoria hiperprzestrzeni znana jest w nauce jako teoria Kaluzy-Kleina i teoria supergrawitacji, a jej najbardziej zaawansowane sformułowanie nazwano teorią superstrun. Przewiduje ona nawet dokładną liczbę wymiarów: dziesięć (a nie 11).Do zwykłych trzech wymiarów przestrzennych (długości, szerokości i głębokości) oraz jednego wymiaru czasowego dołączono sześć dodatkowych wymiarów przestrzennych. Muszę dodać, że teoria hiperprzestrzeni nie została jeszcze potwierdzona eksperymentalnie i w rzeczywistości niezwykle trudno ją będzie udowodnić w laboratorium. Nie będę rozwijał dalej tematu możliwości przechodzenia czegoś z innego wymiaru, gdyż na razie interesuje nas zupełnie coś innego.
10. Weźmy przykład meduzy z przeźroczystą strukturą protein. Możliwe jest, duchy posiadają podobną, luźną molekularną strukturę, gdzie molekuły są oddzielone od siebie na dystans przez elektryczne ładunki i magnetyczne przyciąganie. W tej sytuacji duch może ważyć jeden nanogram , ale zajmować objętość około 1 m3. Proteiny są to białka proste zbudowane wyłącznie z aminokwasów. Molekuła, to elektrycznie obojętny układ atomów związanych chemicznie, więc nie mogą na nie oddziaływać ładunki elektryczne. Wszystkie zjawiska magnetyczne można wytłumaczyć poprzez ruch ładunków elektrycznych (z uwzględnieniem spinu cząstek elementarnych). Ponieważ molekuły są obojętnie elektrycznie, więc nie wytworzą pola magnetycznego. Nie zaistnieje również żadne przyciąganie czy odpychanie magnetyczne pomiędzy nimi. A ciało np. chełbi modrej jest galaretowate i przejrzyste, ponieważ w 95% składa się z wody. Poza tym odpowiedź nie na temat.
11. Mój duchowy przewodnik mówi, że duchy nie są związane z prawami fizyki naszego wszechświat. Kiedy przechodzą przez niego i wchodzą do nowego wszechświata, który koegzystuje z naszym, jako lustrzane odbicie, to w tym momencie możemy je zobaczyć i one mogą wywrzeć jakiś tu wpływ, taki jak światło robi oświetlając lustro, ale w końcu one nie będą tu egzystować więcej i być częścią naszego wszechświata. Siła jest stała w obydwóch wszechświatach, dlatego też mówię, że one mają możliwość użyć jej jakkolwiek słabo w naszym wszechświecie tak, abyśmy ich nie widzieli. Marian, chyba tylko dla dowcipu zamieściłeś ten pseudonaukowy bełkot, który w dodatku jest nie na temat.
12. Myślę, że są one zrobione z antymaterii, aby mieć pewność, że nikt ich nie dotknie. Rozumiecie, anihilacja itd. One także posiadają antygrawitony zmieszane z ich cząsteczkami tak , że mogą swobodnie bujać w powietrzu. Antymateria składa się z antycząstek, czyli tych podobnych do występujących w zwykłej materii (koinomaterii), ale o przeciwnym znaku ładunku elektrycznego oraz wszystkich addytywnych liczb kwantowych (np. izospinu, dziwności, liczby barionowej itp). Teoretycznie więc wykonane z niej istoty moglibyśmy zobaczyć, jeżeli umieścić je w próżni doskonałej, która nie istnieje. Każda istota zbudowana z antymaterii, która by weszła do naszej galaktyki, momentalnie by zanihilowała się i przestała istnieć. Poza tym nie istnieje nic takiego jak antygrawitacja i powiązane z nią antygravitony. Pomysł ten choć przyznam bardzo użytecznyu może się jedynie przyjąć w umysłach pisarzy biblijnych, którzy umieścili w swoich dziełach anioły olewające siłę ciążenia, dzięki czemu mogą one swobodnie fruwać w przestworzach i podróżować pomiędzy Niebem a Ziemią.
13. Jeżeli chodzi o przechodzenie przez ściany, to jest bardzo proste - teleportacja mój drogi Watsonie! Bazuję to na fakcie, że moja droga, zmarła ciocia, regularnie odwiedza mnie i objaśnia mi te i inne rzeczy... Jednakże z pewnych przyczyn, wizytuje mnie ona jedynie po zażyciu przeze mnie LSD, pejotlu, kokainy lub podobnych środków. Bardzo fajne. Masz Lola poczucie humoru.
14. Myślę, że duchy nie zawsze są zjawami. Myślę, że mają coś do czynienia z czasem. Może my jesteśmy dla nich duchami? Myślę, że może czas łączy sie w śmieszny sposób, lub istnieje jakiś błąd w kontynuacji czasu i ludzie mogą rzucić okiem na żołnierza z I wojny światowej, kiedy czas się nałoży na siebie. Może duchy cały czas egzystują z nami w innym wymiarze? Przede wszystkim nie na temat, a teoretycznie, do wytworzenia pętli czasowej potrzeba użyć tak silnego pola grawitacyjnego, że jego zaistnienie wymaga prawie nieskończonej ilości energii. Temat jak rzeka, a Ty chcesz po prostu podróżować w czasie, co jest niemożliwe ani z fizycznego ani też i logicznego punktu widzenia (paradoks dziadka).
15. Śmieszne, że nikt nigdy nie widział nagiego ducha, a może po prostu tego nie zgłosił. Myślę, że może nudyści nigdy nie zostaną duchami. Może oni idą prosto do światła i nie marudzą na tym świecie? Mimo, że nie na temat, jest to bardzo celna uwaga.
16. Możesz teraz kupić ducha na eBay i go dokładnie zbadać. Koszt tylko $20 za jednego ducha. Bardzo dowcipne. Facet zamieścił nawet fotografię tego produktu. Zamieszczę ją w swoim artykule.
17. Duchy jak dowodzą tego przekazy biblijne, są zdolne do poruszania obiektów i dotykania ludzi. W takim razie muszą być zbudowane z czegoś innego niż fotony. Podobny temat został już poruszany, ale zgadzam się z autorem.
| | | | | Ben10 | 05.03.2010 17:45:39 | 
Grupa: Użytkownik
Posty: 12 #481287 Od: 2010-3-5
| Bóg jest bytem, którego istnienie jest jego istotą. Różni się tym od wszelkich innych bytów, których istota jest różna od istnienia. Istota bytu jest niepodzielna; podzielna może być jedynie materia bytu. Byty niematerialne są zatem niepodzielne. Byty materialne mogą być podzielne, jeśli można ich materię podzielić na części, będące materiami innych bytów.
Jeżeli byt jest niezmienny, to jest niematerialny, zatem niepodzielny - nie składa się z czegokolwiek. Nie oznacza to jednak, że wszystkie byty materialne są podzielne - możliwe jest bowiem, że ich materii nie da się podzielić na części będące materiami innych bytów.
Przechodząc od filozofii do fizyki, myślę, że takimi bytami (materialnymi niepodzielnymi) są cząstki fundamentalne. Inne byty zbudowane z "naszej" materii mogą być podzielone na cząstki fundamentalne, które są już niepodzielne. | | | | | anik | 08.03.2010 10:09:59 | 
Grupa: Użytkownik
Posty: 11 #484563 Od: 2010-2-17
| Witaj Ben10!
W pierwszej części swojej wypowiedzi próbujesz w strasznie skomplikowany sposób udowodnić, że Bóg nie istnieje. Faktycznie, jak sam zauważyłeś byty niematerialne są niepodzielne, ponieważ nie posiadają żadnych granic ani form oraz niezmienne, to znaczy nie zmieniają swojej natury. Jeżeli stworzymy sobie myślowo taki niematerialny byt jak Niebo i "umieścimy" w nim resztę niematerialnych bytów jak Boga, hordę aniołów oraz wszystkie święte i nieświęte duchy, to momentalnie zleją sie one w jedną niematerię, w której nie ma granic, podziałów, kształtów, imion własnych, koloru, zapachów itp. pojęć znanych z materialnego wszechświata. Będzie jedynie jedna niemateria. W bardzo dużym uproszczeniu można przyrównać niematerię do wody. Nalej do czterech miseczek wodę i nazwij kolejno zawartość każdej miseczki: Bóg, Diabeł, Anioł i Duch Mojej Babci. Następnie opróżnij wszystkie miseczki do oceanu i otrzymasz tylko wodę rozciągającą się prawie bez końca podziałów i form.
Co do drugiej wypowiedzi, to muszę się z Tobą tylko częściowo zgodzić. Nie ma nic takiego jak nieskończenie mała cząstka, której nie możesz podzielić. Jeżeli ją będziesz dalej szatkował, to po prostu zmieni ona formę bytu i zamieni się w energię. Ale dalej będzie to materialny byt wykrywalny przy pomocy zbudowanych z materii instrumentów. Bowiem energia jest równoważna masie ciała pomnożonej przez prędkość światła podniesioną do kwadratu. Kłania się pan Einstein. Nie mniej bardzo dziękuję za wypowiedź i czekam na dalsze pomysły.
| | | | | anik | 28.11.2010 06:25:37 | 
Grupa: Użytkownik
Posty: 11 #609989 Od: 2010-2-17
Ilość edycji wpisu: 1 | TRZEJ KRÓLOWIE część 1
Przypuszczam że 24 wrzesień 2010 będzie zapamiętany w Kościele Katolickim przede wszystkim jako przywrócenie i podniesienie do rangi święta państwowego w Polsce obchodów na cześć Trzech Króli. Jednakże ustalając tą uroczystość sejm III Rzeczypospolitej nie stanął na wysokości zadania, i nie wyjaśnił ani skąd się oni wzięli, ani też jakież to oni zasługi położyli dla Polski i rozpowszechnienia wiary chrześcijańskiej. Zaciekawiony, co też władze Polski i Kościół mają do ukrycia w tej sprawie postanowiłem przeprowadzić prywatne śledztwo w tej sprawie, które zacząłem od przejrzenia raportów w tej sprawie w Nowym Testamencie. Niestety, jedyne co mogłem znaleźć brzmiało bardzo zniechęcająco.
Raport Mateusza 2:1- 12: A kiedy Jezus przyszedł na świat za czasów króla Heroda w Betlejem judzkim, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Widzieliśmy bowiem gwiazdę jego na wschodzie i przyszliśmy, aby się mu pokłonić. Usłyszawszy o tym król Herod przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zwołał tedy wszystkich najwyższych kapłanów i uczonych w Piśmie spośród całego ludu i wypytywał ich, gdzie miał się narodzić Mesjasz. A oni mu powiedzieli: W Betlejem judzkim, bo tak oto napisał Prorok: A ty Betlejem, ziemio judzka, wcale nie jesteś najmniejsze z pokoleń Judy. Z ciebie przecież wyjdzie Władca, który będzie pasterzem Izraela, ludu mojego. Wtedy Herod, przywoławszy potajemnie Mędrców, wypytywał ich dokładnie, kiedy się gwiazda ukazała. A potem wysłał ich do Betlejem, mówiąc: Idźcie, wypytujcie dokładnie o Dziecię, a gdy tylko Je znajdziecie, dajcie mi znać, ażebym i ja także mógł pójść i złożyć Mu pokłon. Usłyszawszy tedy takie polecenie od króla, udali się w drogę. Gwiazda zaś, którą widzieli na wschodzie, poprzedzała ich aż do miejsca, gdzie znajdowało się Dziecię; tam się też zatrzymała. Widok tej gwiazdy napełnił ich bardzo wielką radością. A gdy weszli do środka, zobaczyli Dziecię z Maryją, Matką Jego. Upadli tedy na kolana i oddali Mu hołd, a potem, otworzywszy swe szkatuły, złożyli w darze: złoto, kadzidło i mirrę. A kiedy zostali we śnie pouczeni, by nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny.
Raport Łukasza 2:1 -16 W owym czasie wyszedł de kret od cesarza Augusta, aby spisano mieszkańców całego państwa. Odbył się ten pierwszy spis wtedy, gdy rządy w Syrii pełnił namiestnik Kwiryniusz. Szli tedy wszyscy, każdy do swego miasta, aby się zapisać. Wyruszył też i Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do Betlejem, miasta Dawidowego – był bowiem z domu i z pokolenia Dawida – żeby się zapisać razem z Maryją, zaślubioną mu, brzemienną. A kiedy się tam znajdowali, nadszedł dla niej czas rodzenia. I wydała na świat Syna pierworodnego, owinęła Go w pieluszki i złożyła w żłobie, bo zabrakło dla nich miejsca w gospodzie. Byli zaś w tej okolicy pasterze, czuwający nocą w polu nad swymi trzodami. I oto anioł Pański zjawił się wśród nich: jasność Pana opromieniła ich, a oni bardzo się przelękli. Anioł zaś powiedział do nich: Nie bójcie się! Oznajmiam wam bowiem wielką radość zgotowaną całemu narodowi: W mieście Dawidowym narodził się wam dziś Zbawiciel, który jest Mesjaszem i Panem. A oto znak dla was: Znajdziecie niemowlę owinięte w pieluszki i złożone w żłobie. I natychmiast przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga mówiąc: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, w których sobie Bóg upodobał. A kiedy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili między sobą: Chodźmy do Betlejem i zobaczmy to, co się stało i co nam Pan okazał. I spiesząc się przybyli, i znaleźli Maryję i Józefa, i Dziecię złożone w żłobie.
Rozpatrując te dwa sprawozdania należy na wstępie zaznaczyć, że stanowią one Słowo Boże, a więc z natury rzeczy są niepodważalne. Jednakże takiemu sceptykowi jak ja od razu rzuciły się w oczy rozbieżności pomiędzy tymi dwoma Słowami, gdyż przedstawione w nich fakty zupełnie do siebie nie pasują.
U Mateusza wizyta mędrców wydarzyła się za panowania króla Heroda Wielkiego, który zmarł w 4 roku p.n.e. Ponieważ zaś miał on nakazać wymordowanie wszystkich niemowląt nie mających jeszcze dwóch lat, nie ulega wątpliwości, że owi mędrcy musieli przybyć najpóźniej w 6 roku p.n.e. Biorąc to pod uwagę, równie dobrze mógłby to być i 12 rok p.n.e. czy jeszcze wcześniej. I tu ciekawa rzecz. Zgodnie z powyższą relacją, Jezus w momencie odwiedzenia go przez magów musiał być co najmniej w wieku 2 lat, a może jeszcze starszy. To że leżał jeszcze w tym czasie w żłobku mogłoby świadczyć o lenistwie jego ojca, który zamieszkał w stajence na dobre i przez okres dwóch lat nie chciało mu się ruszyć z Betlejem do swojego domu w Nazarecie.
Z kolei Łukasz, nota bene i pozostali ewangeliści, nie wiedzą nic na temat tej wizyty. Pomimo tego Łukasz urodziny noworodka o imieniu Jehoszua ben Josef określa bardzo ściśle - na 6 rok, tyle że naszej ery.
O ile możemy się zgodzić, że miejsce akcji wg Mateusza jest Betlejem to w przypadku Łukasza nie jest już to takie pewne. Po pierwsze podróż Józefa do Betlejem była zupełnie zbędna, gdyż wspomniany przez Łukasza spis zupełnie go nie dotyczył, ponieważ był on rezydentem Nazaretu w Galilei. Sam zaś spis, nie dotyczył mieszkańców całego państwa, ale jedynie ziem zarządzanych niegdyś przez Archelaosa. W czasie zaś jego trwania, rodzinna kraina Józefa - Galilea rządzona była przez Heroda Antipasa, więc zarządzenia gubernatora Syrii dotyczące prowincji zarządzanych kiedyś przez jego brata, nie miały w stosunku do niego żadnego znaczenia. Należy jeszcze wziąć pod uwagę, że Jezus cały czas jest Nazareński, a nie Betlejemski, co sugeruje jego narodziny właśnie w Nazarecie. Wydaje się więc, że cała ta podróż, na dodatek z ciężarną żoną na karku w świetle faktu, że do spisu była wymagana obecność jedynie głowy rodziny,została wymyślona jedynie po to, aby spełnić proroctwo Starego Testamentu, które zostało zresztą niewłaściwie przetłumaczone, gdyż według słów proroka, mesjasz mógł, ale nie koniecznie miał narodzić się w Betlejem. No i najważniejsze - w Palestynie przed rokiem 6/7 n.e., nigdy nie było żadnego spisu ludności zarządzonego przez władze rzymskie. Weźmy jeszcze pod uwagę sam fakt obecności pasterzy czuwający nocą w polu nad swymi trzodami. To już jest zupełnie niedorzeczne. Przecież w dniu narodzin Jezusa, to jest 25 grudnia, w Izraelu panują temperatury takie jak u nas późną jesienią, gdy temperatura spada blisko a czasem poniżej zera. Dlatego też w tym okresie, podobnie jak to się dzieje i u nas, bydło jest trzymane w oborach na nie na pastwiskach, więc pastuszkowie na pewno mieli coś lepszego do roboty niż trząść się z zimna na dworze czy moknąć w strugach deszczu.
Przejdźmy teraz do samych mędrców. Św. Mateusz nazwał ludzi, którzy przyszli ze Wschodu oddać pokłon Jezusowi mianem magów (magoi w greckim oryginale). Mag to kapłan we wczesnej epoce religii mazdejskiej (dynastia Achemenidów VI-IV wiek p.n.e.). Magowie byli początkowo członkami jednego z sześciu plemion medyjskich, zajmujących się prawdopodobnie wyłącznie sprawami kultu religijnego. Po reformie Mazdeizmu przeprowadzonej przez Zaratusztrę, stanowili kastę duchownych. W Literaturze klasycznej mag oznacza kapłana babilońskiego i chaldejskiego, zajmującego się magią i astrologią. W czasach kiedy powstawała ewangelia wg św. Mateusza, słowo mag było już wieloznaczne i mianem tym określano w Persji, Medii i Babilonii ludzi wykształconych, zajmujących się nauką, będących przeważnie doradcami monarchów. Od siebie dodam, że staroperskie słowo magu oznacza także „uczestnicy daru”. Obecnie najwięcej zwolenników w Kościele ma teza, że magowie byli Chaldejczykami, ludem babilońskim, zamieszkującym ziemie dzisiejszego Iraku. Dynastia chaldejska rządziła bowiem państwem nowobabilońskim gdy podbiło ono Palestynę. Ziemie Żydów należały więc do Chaldejczyków aż do najazdu perskiego w 539 p.n.e. Poza tym w literaturze klasycznej greckiej i rzymskiej określano mianem Chaldejczyków wszystkich magów, astrologów i wróżbitów, pochodzących z Mezopotamii. Ale tak naprawdę, to Mateusz nie wymienia żadnego z tych krajów, sytuując ich dom ojczysty na Wschodzie. Sęk w tym, że Wschodem nazywano wtedy wszystkie ziemie na wschód od rzeki Jordan. Nie wiadomo więc skąd przybyli owi magowie. Wiele wskazuje na Persję lub sąsiednią krainę – Medię. Obecnie na ziemiach tych krain istnieje państwo Iran. Swoich zwolenników miała też kiedyś koncepcja, że magowie przybyli z Arabii. Dary, które wręczyli (mirra, kadzidło i złoto) były bowiem zwyczajowo wręczane w starożytności na Półwyspie Arabskim. Zastanówmy się teraz nad pytaniem mędrców - gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Kto jak kto, ale jeżeli byli oni naprawdę mędrcami, to powinni wiedzieć, że ich pytanie jest zupełnie bez sensu. Przecież królem się nikt się nigdy nie rodzi. Takim władcą staje się dopiero po uroczystym namaszczeniu przez arcykapłana. Prawidłowo więc postawione przez nich pytanie powinno brzmieć: Gdzie mieszka nowo narodzony potomek króla żydowskiego? Wtedy każdy by go skierował do pałacu Heroda Wielkiego. Ale niewiele mądrzejszym od nich okazał się sam Herod, który usłyszawszy powyższe pytanie przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zwołał tedy wszystkich najwyższych kapłanów i uczonych w Piśmie spośród całego ludu i wypytywał ich, gdzie miał się narodzić Mesjasz. Dlaczego Herod pyta się o mesjasza? Skąd przyszła mu do głowy taka idiotyczna myśl? Co ma piernik do wiatraka? Magowie nie pytali go przecież o to gdzie urodzi się mesjasz, gdyż samo pojęcie było czysto żydowskie i całkowite obce ich kulturze. Pytali się wyraźnie o nowo narodzonego króla! I to właściwie byłoby wszystko co wiemy o tych tajemniczych przybyszach - czyli nie więcej niż o pastuszkach przybyłych do stajenki. Jedyną pewną rzeczą jest to, że ich grupa liczyła co najmniej dwie osoby, oraz że strasznie pomylili się w swoich rachubach, gdyż Gwiazda, która miała ich przewieść do jakiegoś króla doprowadziła ich jedynie do jednego z żydowskich mesjaszy.
Teraz jest pora na odzew nikczemnego Heroda, który przywoławszy potajemnie Mędrców, wypytywał ich dokładnie, kiedy się gwiazda ukazała. A potem wysłał ich do Betlejem, mówiąc: Idźcie, wypytujcie dokładnie o Dziecię, a gdy tylko Je znajdziecie, dajcie mi znać, ażebym i ja także mógł pójść i złożyć Mu pokłon. Usłyszawszy tedy takie polecenie od króla, udali się w drogę. Gwiazda zaś, którą widzieli na wschodzie, poprzedzała ich aż do miejsca, gdzie znajdowało się Dziecię; tam się też zatrzymała. Niestety, Duch Święty nie przekazał nam nic na temat, jaka była odpowiedź mędrców na temat czasu ukazania się w ich krainie gwiazdy. Wiemy tylko, że w ich siedzibie cały czas była na wschodzie. Co to był za dziw natury? Kościół, i od dawna mający cokolwiek z nim wspólnego wykształceni wierni na próżno próbowali rozwiązać tą zagadkę. Jedno jest pewne. Zjawisko astronomiczne, które można by uznać za Gwiazdę Betlejemską musiało spełniać kilka warunków. Po pierwsze i chyba najbardziej oczywiste - musiało się wydarzyć w okresie w którym Jezus się urodził, lub nieco wcześniej. Musiało być dobrze widoczne na dosyć sporym obszarze i ostatni warunek: musiało być niecodzienne lub bardzo rzadkie.
Zanim przejdziemy do dalszych rozważań nad Gwiazdą Betlejemską należy zauważyć, że przy założeniu, że magoi wyruszyli z Persji, to mieli do przebycia odległość pomiędzy 1693 a 1930 km. Dystans ten można było pokonać w zależności od pory roku i warunków atmosferycznych w granicach od 8 do 12 miesiącami podróżując na wielbłądach. Do czasu samej podróży należało by jeszcze doliczyć wiele tygodni przygotowań.
Co zaś do samej Gwiazdy, to moim zdaniem funkcjonowała ona mało sprawnie. Doprowadziła ona co prawda magów do Jerozolimy, ale potem na jakiś czas zgasła, i dopiero po wizycie u Heroda zaczyna świecić znowu i doprowadza ich pod właściwy adres. Ale już było za późno. Gdyby gwiazda świeciła bezustannie, albo zaczęła świecić odrobinę wcześniej, albo gdyby świeciła omijając Jerozolimę, wówczas fatalna w skutkach wizyta u Heroda byłaby zbędna, a Jezusowi nie groziłoby śmiertelne niebezpieczeństwo, spowodowane chwilowym brakiem świecenia gwiazdy. Bo to właśnie dzięki jej nagłemu zgaśnięciu Herod dowiedział się o swoim konkurencji, poczuł się zagrożony i wymordował prawie wszystkich niemowlaków. Gwiazda Betlejemska stała się prawdziwym zwiastunem śmierci! Poza tym, tak nawiasem mówiąc, to gwiazda ta była zupełnie niepotrzebna w podróży magów z Jerozolimy do Betlejem, gdyż odpowiednie namiary magowie dostali już od Heroda. Gwiazda była jedynie potrzebna, że by wskazać, że tak się wyrażę, numer domu. Wydaje mi się, że obecnie najwięcej zwolenników ma hipoteza wybitnego astronoma z Gdańska, Jana Keplera (1571-1630), sformułowana w roku 1606. Otóż odkrył on, że w 7 i na początku 6 r. p.n.e. miała miejsce tzw. potrójna koniunkcja Jowisza, Saturna i Marsa. Koniunkcja oznacza złączenie, w tym przypadku pozorne. Trzy planety „ustawiają się” na jednej linii z Ziemią w stosunku do Słońca, tak, że wydaje się jakby były jedną, wielką, mocno świecącą gwiazdą. Słońce było wówczas w znaku Ryb. Taka potrójna koniunkcja zdarza się mniej więcej co 800 lat i jest wyjątkowo jasna. Poza tym w 7 r. p.n.e. koniunkcja Jowisza i Saturna pojawiła się aż trzykrotnie: 27 maja, 6 października i 1 grudnia. Przy tej ostatniej koniunkcji do dwóch największych planet dołączył Mars. Jednakże ta hipoteza niesie za sobą dwa poważne błędy. Po pierwsze, Pismo Objawione wyraźnie mówi o gwieździe a nie o planetach, a po drugie koniunkcja trwa zaledwie parę dni, i wychodzi na jaw, że w rzeczywistości są to trzy „gwiazdy”, więc po ich upływie przestała by wskazywać drogę. Praktycznie więc po spakowaniu się, magowie byliby pozbawieni jej światłych rad i zawrócili by do domu. Jednak istnieje jeszcze jedna przeszkoda. W roku 525 biskup Rzymu Jan I, podjął bardzo ważną decyzję, aby dla chrześcijańskiego świata wymyślić nowy kalendarz, który by zaczynał się od urodzin pana naszego Jezusa Chrystusa. Zadanie to zostało powierzone mnichowi o imieniu Dionisus Exiguus (Dionizy Mały). Oczywiście nasz opat nie łamał sobie głowy nad takimi drobnostkami jak niezgodności pomiędzy Mateuszem i Łukaszem i jak sądzę wyciągnął jakąś średnią przyjmując że Jezus urodził się w roku śmierci Heroda, który według niego umarł 754 lat po założeniu Rzymu (ab urbe condita). Duch Święty zaklepał tę datę, po czym przekazał Kościołowi radosną wieść, że Chrystus narodził się w roku 0 n.e. Niestety, opierając się na niezaprzeczalnych źródłach historycznych, jakiś mądrala później odkrył, że w istocie, Herodowi się zmarło w 750 roku ab urbe condita, ale Nieomylny Wikariusz Chrystusa dalej trwał przy swoim i nie zmienił ani na cal swojego objawienia. My jednakże doskonale wiemy, że śmierć Heroda nastąpiła w 4 roku p.n.e. i że na niebie w tym roku nie pojawiły się żadne planety, które mogłyby przekonać chaldejskich Magów do niebezpiecznej i długiej podróży. Co prawda Jowisz znajdował się wtedy w znaku Panny, a wierni uważają za symbol Maryi Dziewicy, ale przecież Trzej Magowie nie mieli pojęcia, że celem ich wędrówki jest ona, czy jakieś niemowlę w stajence. Wypytywali Heroda o żydowskiego króla i zapewne spodziewali się hucznego przyjęcia na jego dworze, a nie spotkania z 13-14 letniej mężatką pokładającej się z małżonkiem na pokrytym odchodami klepisku stajni.
Jeszcze inną sugestię przyniosły wyniki obliczeń w ramach opracowanego w USA nowego modelu Układu Słonecznego zaistniałego w tym czasie. Okazało się, że 17 czerwca drugiego roku przed Chrystusem nastąpiło „złączenie” Wenus i Jowisza, przy czym minimalna odległość między nimi była tak mała, że patrząc gołym okiem nie można było rozdzielić światła obu planet. Zjawisko to miało miejsce w pobliżu Regulusa, najjaśniejszej gwiazdy w konstelacji Lwa. Mędrcy mogli zinterpretować to jako zapowiedź narodzin jakiegoś króla. Była to woda na młyn chrześcijan. Wystarczy przypomnieć, że lew jest godłem plemienia Judy. „Judo, młody lwie” - zwraca się Jakub do swego syna, a o Chrystusie mówi się „Lew z pokolenia Judy”. Jednakże koncepcji tej nie możemy brać pod uwagę ze względu na niezgodność daty koniunkcji z datą śmierci Heroda. Pojawienie się na niebie gwiazdy trzech Mędrców musiało oczywiście nastąpić za życia Heroda. Tymczasem, według historyka żydowskiego Józefa Flawiusza, Herod zmarł w miesiąc po częściowym zaćmieniu Księżyca, które wydarzyło się 12-13 marca w czwartym roku przed Chrystusem.
Istnieją także zwolennicy Gwiazdy Betlejemskie w postaci komety. Dziś obserwuje się kilkanaście, a czasem nawet kilkadziesiąt komet rocznie, ale są to przeważnie słabe obiekty, niewidoczne gołym okiem. Jasne komety pojawiają się rzadko, średnio kilka na stulecie. Z okresu narodzin Jezusa dobrze znane jest właściwie tylko jedno ukazanie się komety, w roku 12 przed Chrystusem. Wiemy, że była to słynna kometa Halleya, która mniej więcej co 76 lat powraca do Słońca i może być wtedy z Ziemi obserwowana w gdyż jej głowa będąca w rzeczywistości obłokiem gazu i pyłu otaczającym bryłę jądra posiada wypływający z niej świecący gazowo-pyłowy warkocz. Kometa Halleya ostatnio była widoczna w 1986 roku, a to jej pojawienie się wykorzystano do bezprecedensowych badań, między innymi za pomocą sond kosmicznych. Problem, czy kometę Halleya można uznać za gwiazdę betlejemską, nurtował badaczy od dawna. Hipotezę, że Trzech Mędrców wiodła kometa Halleya odrzuca między innymi C.J. Humpreys z Uniwersytetu w Cambridge. Ten z kolei powołuje się między innymi na biblistów, którzy dowodzą, że najwcześniejszą z możliwych datą narodzenia Jezusa jest rok siódmy przed naszą erą. W literaturze astronomicznej są wzmianki o pojawieniach się na niebie komet w roku piątym i czwartym przed Chrystusem. Wspominają o tym starożytni kronikarze Dalekiego Wschodu. Komety z roku czwartego nie można traktować jako kandydatki na gwiazdę betlejemską, ponieważ widoczna była w kwietniu. To stawia w kolizji ewentualną datę narodzenia Chrystusa z datą śmierci Heroda. Pozostaje przyjąć, że gwiazdą betlejemską mogła być kometa z roku piątego przed naszą erą. Jak wynika z zapisków, pojawiła się na przełomie marca i kwietnia, była widoczna przez 70 dni, a także miała okazały warkocz. Tylko że wprowadzenie do obrotu komety znów nie ma sensu, gdyż ponownie: ani nie jest to gwiazda, ani też nie posiada ona żadnych kwalifikacji aby być drogowskazem.
Rozpatrzmy teraz pogląd zwolenników twierdzących, że mędrców przywiodła do Betlejem jakaś gwiazda supernowa. Supernowa to gwiazda, która była kiedyś kilkadziesiąt razy bardziej masywna od Słońca i miała pecha, że po spopieleniu swojego paliwa wybuchła w takiej eksplozji, że jej światło jest 10 do 100 milionów razy od niego silniejsze. To właśnie powstała w jej wybuchu otoczka gwiazdowa świeci tak jasnym światłem, że może być doskonale widoczna również w dzień, jeżeli znajduje się dostatecznie blisko nas. To, że z czasem przekształca się ona w gwiazdę neutronową lub czarną dziurę nie jest może dla nas tak bardzo istotne jak fakt, że potrafi ona tak świecić, nawet daleko dłużej niż trwała podróż mędrców do Palestyny. Przeglądając stare chińskie kroniki, odkryto, że w na przełomie IV i V wieku zauważono na niebie jasną gwiazdę, którą nazwano Wędrowcem. Moim zdaniem, nie mogła to być żadna supernowa, gdyż nazwanie jej Wędrowcem musiało znaczyć, że poruszała się ona inaczej, być może szybciej w stosunku do innych zaobserwowanych przez nich ciał niebieskich. Mogła to być na przykład jakaś kometa lub duży meteor. Niestety. Ich poszukiwania, jak również powzięte na wszelki wypadek poszukiwanie szczątków supernowej nie dały żadnych rezultatów. Doszliśmy więc do stwierdzenia, że żadne wymienione uprzednio zjawiska nie mogły mieć miejsca, a szczególnie fenomen twierdzący, że Gwiazda zaś, którą widzieli na wschodzie, poprzedzała ich aż do miejsca, gdzie znajdowało się Dziecię; tam się też zatrzymała. Dla słabo rozeznanych w astronomii wyjaśnię, że gwiazdy wędrują co prawda po niebie, jednakże jest to jedynie ich pozorny ruch. W rzeczywistości to nasza Ziemia się obraca stwarzając tego typu złudzenie. Aby jeszcze bardziej przybliżyć problem na jaki musieli napotkać trzej magowie, wyobraźmy sobie, że ktoś uzyskał wiadomość, że gdzieś na północy leży nieodkryty jeszcze skarb. Ten ktoś ma na tyle ułatwione zadanie, że Gwiazda Polarna wskazująca północ geograficzną nie zmienia swojego położenia na niebie. Teoretycznie wędrując więc na północ powinien natknąć się na niego. Tyle tylko, że nasz podróżnik, jako miejsce startu do podróży ma do wyboru całą północną półkulę Ziemi. I dopiero po jego wybraniu może wytyczyć prawidłową linię wiodącą go do bogactwa. W podobnej sytuacji byli też i magowie. Co z tego że na wschodzie świeciła ich gwiazda, kiedy nie wiedzieli z jakiego punktu na Ziemi mają ruszyć w jej kierunku aby dotrzeć do króla. Beznadziejne zadanie! No i najważniejsza rzecz. W pewnym momencie Gwiazda Betlejemska musiała by zawisnąć parę metrów nad strzechą stajni, aby dokładnie wskazać zimowe leże poszukiwanego przez nich króla. Chyba nie muszę mówić, że takie rzeczy mogą się zdarzyć tylko w bajkach
I to by było wszystko co byliśmy w stanie wydłubać z Pisma Świętego. Teraz przedstawimy dalszy ciąg przygód naszych mędrców oparty na pismach, które nie mają nic wspólnego z objawieniami, a mimo to zostały przyjęte przez Kościół i nasze władze jako prawda i tylko prawda. W ten sposób rzucone przez Mateusza ziarno niespodziewanie zaczęło kiełkować i historia o magach zaczęła się toczyć własnymi torami. Niewątpliwie pomogła w tym i polityka Kościoła manipulowania Starym Testamentem przez wyrywanie z kontekstu cytatów i stosowania ich do wydarzeń zaistniałych kilkaset lat po ich napisaniu, które oczywiście nie mają z nimi nic wspólnego. W ten sposób pod wpływem Psalmu 72 : 10 Królowie z Tarszisz i z wysp przyniosą mu dary, królowie Szeby i Saby przyjdą z podarkami, Psalmu 68 :30 z wezwaniem: Niechaj przynoszą Ci dary królowie a także tekstu z Księgi Proroka Izajasza z rozdziału 60 : 3, mówiącego o chwale odnowionej Jerozolimy: Narody zmierzają ku twojemu światłu, a królowie – ku powstającej jasności Tertulian († ok. 220), jako pierwszy, z pewnym wahaniem i nieśmiało, nazywa ich królami co ostatecznie zaklepał św. Cezary z Arles († 542).
Sama liczba mędrców była również niesprecyzowana. To wołające o pomstę do nieba ewidentne niedopatrzenie Trójcy Świętej starano sie nadrobić na różna sposoby. Na wczesnochrześcijańskich rysunkach w rzymskich katakumbach w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, aż do IV w widzimy: dwóch, trzech, czterech lub sześciu czy ośmiu. Dla przykładu: • malowidło na cmentarzu św. Piotra i Marcellinusa pokazuje dwóch magów, • jedno w Muzeum Laterańskim - trzech, • jedno na cmentarzu Domitilla - czterech, • waza stojąca w Kościelnym Muzemu - ośmiu Marucchi, „Eléments d’archéologie chrétienne”, Paris, 1899, I 197).
Natomiast w kościele Św. Apolinarego w Ravennie znajduje się mozaika przedstawiająca trzech magów podążających za gwiazdą z pięknymi naczyniami w ręku zawierającymi cenne prezenty. Wędrowcy ci nie mają jeszcze koron, jak to potem się przyjęło. Ubrani są w typowe stroje wschodnie i wszyscy trzej mają na głowie sflaczałe czapki. Czerwone czapki z czubem (kiedyś były dwa czuby, jeden skierowany do góry, drugi do przodu) to nakrycie głowy kapłanów w służbie Mitry, boga światła w mitologii indo-irańskiej. Taka czapka frygijska noszona była na co dzień aż do dwunastego wieku już nie jako symbol władzy. Symbolem władzy, jakby koroną stała się znów w Wenecji, kiedy to doża przyjmował w niej nawet królów. Potem, dziwną koleją losów stała się strojem francuskich rewolucjonistów i tak widzimy ją na obrazach mistrzów francuskich owych czasów. A jeszcze później jakimś cudem przekształciła się w męską szlafmycę.
Wracając do tematu, to w Syrii i Armenii sądzono, że magów było ich dwunastu, pewno na skutek sugestii o liczbie 12 Apostołów czy też 12 plemionach Izraela. Z kolei Kościół koptyjski w Egipcie uznał, że było ich aż sześćdziesięciu. Według niektórych było ich akurat dziesięciu wraz z towarzyszącym im orszakiem liczącym bagatela - 1200 osób. Istnieją także źródła, które donoszą o jeszcze większej liczbie hołdowników. Liczba „trzy” pojawiła się u Orygenesa († ok. 251 r.) w pierwszej ćwierci III w. Stwierdził on, że skoro były trzy dary, to tylu musiało być również wręczających. W wieku IV ten pogląd stopniowo wszędzie został przyjęty.
W tym całym zamieszaniu zupełnie zapomniano jakie to imiona mieli nasi mędrcy. Ponieważ nawet Stary Testament nie mógł pomóc poprawiaczom Nowego Testamentu w tej kwestii, różne chrześcijańskie nacje w różny sposób próbowały temu zaradzić. Grecy nadali im imiona Apellicon, Amerim i Serakin. Dla Syryjczyków byli to Kagpha, Badalilma i Badadakharida. Etiopczycy byli pewni że to Ator, Sater i Paratoraz, czemu gwałtownie zaprzeczali Koptowie w Egipcie nazywając całą ich dwunastkę jeszcze inaczej. Ich współcześnie nam znane imiona Baltazara, Melchiora i Kacpra po raz pierwszy ukazały się na początku V wieku w kilku źródłach, jak np. w Excerpta Latina Barbari (które jest tłumaczeniem greckiego manuskryptu, napisanego prawdopodobnie w Aleksandrii około 500 roku) gdzie noszą odpowiednio imiona: Bithisarea, Melichior and Gathaspa. Kacper (Kasper) – perski Gizbar, czyli „Stróż Skarbca” albo Gathaspar, czyli „Wspaniały”. Melchior – hebrajski Melkior czyli „Bóg (król) jest moją światłością”. Baltazar – semicki Belszassar, czyli „Niech Bóg zachowa jego życie”. Około roku 520, na mozaice zdobiącej kościół San Apollinare Nuovo w Rawennie, która wówczas była stolicą posiadłości bizantyńskich w Italii, nad postaciami mędrców umieszczono wyraźne napisy: Balthassar, Melchior, Gaspar. Te same imiona podaje później wielki teolog angielski, Beda Czcigodny (675-735).
Teraz brakuje nam tylko jednego. Skąd oni pochodziliWydaje się, że Armeńczycy rozwiązali tą frapującą zagadkę ustalając, że Baltazar pochodził z Arabii, Melhior z Peresji a Kacper aż z Indii. Nie wszyscy jednak byli zadowoleni z takiego rozwiązania. Kościół więc postanowił, ze Trzej Królowie powinni reprezentować jeśli nie wszystkie, to przynajmniej te rasy ludzkie, które miały początek w trzech synach Noego. I tak Melchior miał symbolizować potomków Jafeta, czyli rasę białą z Europy, Kacper – Sema, czyli ludy semickie z Azji, a Baltazar – Chama, czyli Afrykańczyków. Oczywiście kłóci się to genami Noego jak i jego małżonki (rasa semicka), ale przecież nie takie trudności pokonywał Kościół. Dla mieszkańców wschodniej Azji i później odkrytej Ameryki i Australii zabrakło już miejsca. Nie mniej jednak idąc za ciosem, niektórzy z malarzy, jak na przykład wybitny Andrea Mantegna postanowili jednego z Króli uczynić Murzynem, by dobitnie zaznaczyć, że cały świat oddawał hołdy Jezusowi.
Wygląd magów był ustalany przez teologów i artystów równie arbitralnie jak ich imiona. Wydaje mi się, że początek zrobiła święta Helena, której dostarczony zwłoki Trzech Króli, będących w różnym wieku. Beda Czcigodny pisał na początku VIII wieku, że Melchior miał siwe włosy i brodę, Baltazar śniadą skórę i czarną brodę, a Kacper, najmłodszy z nich, nie miał brody. Na początku wieku XV autor Żywotów Świętych, Petrus Natalibus określił, że Melchior miał 60 lat, Kacper 40, a Baltazar 20.
Tym samym Kościół uznał św. Mateusza za wierutnego kłamcę, który opowiadał bajki o jakichś hochsztaplerach ze Wschodu a nie o królach. Miało to nawet swój sens, gdyż magów zaczęto kojarzyć z czarownikami, wywoływaczami demonów lub jeszcze z czymś gorszym. Dla przykładu, pisane po Mateuszu Dzieje apostolskie wspominają: A pewien człowiek, imieniem Szymon, zajmujący się jeszcze do niedawna czarami, wprawiał w zdumienie prosty lud Samarii, twierdząc, że ma do spełnienia jakieś niezwykłe posłannictwo. Dz 8 : 9. Przypomniano sobie również, że podobne mu postacie występują także w Starym Testamencie (Pwt 18:10-11; Kpł 19:26; Iz 47:13-14), a sam Kościół wydał krucjatę czarom i astrologii. Tak więc niesposób było dopuścić, aby jakieś typy z pod ciemnej gwiazdy zaburzały swoją obecnością spokój Pana. Okazałość darów złożonych u stóp Dzieciątka świadczy o zamożności hołdowników i jak ulał pasuje do królów, a nie żyjących na ich koszt wróżbitów. Tylko który z królów co przyniósł? Strasznie nie lubię nierozwiązanych zagadek, ale tu muszę się poddać, gdyż nie potrafię się powołać na żadne konkretne źródło, chociaż wszyscy wiedzą, że Melchior, przyniósł Jezusowi złoto, Baltazar podarował mirrę a Kacper kadzidło. Te roślinnego pochodzenia produkty, nie były (i nie są) takie tanie, jakby się to na pierwszy rzut oka wydawało.
Znaną od tysiącleci substancję żywiczną zwaną kadzidłem, którą przyniósł król Kasper, otrzymuje się z kadzidłowca, czyli kadzidły (Boswellia sacra, B. serrata, B. carteri i szereg innych gatunków z rodzaju Osoczynowatych, Burseraceae). Są to niskie drzewa lub krzewy występujące na pustynnych terenach Afryki i Bliskiego Wschodu. Uszkodzenie kory lub odcięci gałęzie powoduje wypływ żywicy, która zastyga na ranie lub kapie na podłoże. Zbieranie kadzidła polega na zeskrobywaniu zastygłej masy lub podkładaniu pod drzewo mat, na których zbiera się żywiczny wyciek. Po zupełnym stwardnieniu i rozdrobnieniu otrzymuje się żółto-brązowe grudki przypominające z wyglądu surowy bursztyn. Wypracowano najróżniejsze sposoby używania kadzidła. W wyniku destylacji otrzymuje się niezwykle cenny olejek. Michael Jordan w 2001 roku podaje, że za 10 ml olejku kadzidlanego trzeba zapłacić 400$, czyli nieco więcej niż za 28 g złota.
Mirra, substancja zapachowa znana od tysiącleci, to także żywiczny wyciek z rośliny zwanej balsamowcem mirra lub mirnikiem abisyńskim (Commiphora abyssinica, Commiphora myrrha z rodziny Osoczynowatych, Burseraceae). (Biblijna mirra pochodziła prawdopodobnie z Commiphora myrrha). Jest to niskie, cierniste drzewo lub krzew, występuje w Arabii, Abisynii i Erytrei, lubi położenia podgórskie i górskie (aż do 2000 m n.p.m.). Najwyżej ceniono żywicę wyciekającą naturalnie, bez robienia nacięć kory czy obcinania gałązek. Była przedmiotem ożywionego handlu od czasów starożytnych, a także cennym darem, jakim wielcy tego świata obdarowywali się dla pozyskania życzliwości. Bryłki albo poddaje się destylacji dla otrzymania cennego olejku zapachowego.
Nie będę się tu z oczywistych względów rozpisywać o złocie, ale myślę, że Melchior podarował Jeszu dobre kilkanaście sztabek złota. W końcu szlachectwo zobowiązuje. I teraz powiem, co mnie najbardziej zadziwia w tej całej historii. Rodzina Jehoszua ben Josefa była na samym starcie sowicie zaopatrzona w środki finansowe. Dlaczego więc Józef musiał harować jak głupi osioł przy wznoszeniu budynków, a jego małżonka nie musiała by ofiarowywać pary gołębi podczas ceremonii oczyszczenia w Świątyni, która to ofiara była dopuszczalna jedynie dla najuboższych. Te wątpliwości nie były obce teologom, którzy podali kilka przyczyn takiego stanu rzeczy. Sam znam dwie związane z tym historie. Jedna mówi, że złoto zostało skradzione przez dwóch złodziei, tych samych, których ukrzyżowano z Jezusem. Druga wersja twierdzi, że złoto zostało przekazana skarbnikowi zespołu Jezusa - Judaszowi, który je sprzeniewierzył. Na tym wędrówka darów się jednak nie kończy, Otóż w klasztorze św. Pawła na górze Atos znajduje się XV wieczna wykonana ze złota skrzynia, mająca zawierać wszystkie podarunki Trzech Króli. Została ona podarowana klasztorowi w XV wieku przez niejaką Marę Brankovic, córkę króla Serbii Durada Brankovica, która miała być żoną Otomańskiego sułtana Murata II i chrzestną matką Mechmeta II - zdobywcy Konstantynopola. Wszystkie te artefakty prawdopodobnie były częścią Świętego Pałacu w Konstantynopolu i jak się głosi były tam wystawione od IV wieku. W 1999 roku zostały one tymczasowo wystawione w Atenach aby wzmocnić wiarę i zebrać pieniądze na ofiary trzęsienia ziemi, które wydarzyło się w tym samym roku w Atenach.
Naszą kronikę wydarzeń przerwaliśmy w momencie wręczenia darów. Teraz nadszedł czas, aby dowiedzieć się, co przydarzyło się trzem magom, którzy kiedy zostali we śnie pouczeni, by nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny. Chociaż do tej pory nie wiemy, przez kogo zostali oni tak pouczeni, ani jaką wybrali oni powrotną trasę. Logicznie należy przypuszczać, że nie chcieli opuszczać na dłużej swoich królestw i po dwóch latach nieobecności znowu osiedli na swoich tronach. Tyle logika. Nie mniej jednak możemy spotkać sporo opowieści, które wyczerpująco mówią o ich dalszych losach. Na przykład jedna z nich opowiada, jak nasi trzej władcy królestw: Tarsus, Saba i Nubia zostali w czasie swojej powrotnej drogi do Indii (sic!) ochrzczeni przez św. Tomasza i zakończyli swój żywot męczeńską śmiercią. Natomiast w apokryficznym dziele Armeńska Księga Dzieciństwa napisanej przez nieznanego nam autora wybrałem interesującą nam relację: I wnet Anioł Pański podążył do kraju Persów, aby polecić królom-mędrcom, iż mają ruszyć w drogę i cześć złożyć nowo narodzonemu Dzieciątku. A wiodła ich gwiazda przez dziewięć miesięcy i przybyli, kiedy Dziewica stała się matką. Naówczas bowiem królestwo Persów przez potęgę swoją i zwycięstwa górowało nad wszystkimi królami panującymi w krajach Wschodu. Mędrcami zaś byli trzej bracia: pierwszy Melkon rządził Persami, drugi Baltazar rządził Indiami, trzeci zaś Kacper panował nad Arabami. Nie zważając na te wyjaśnienia, opiszemy teraz relacje Marco Polo ze swej odbytej w XIII wieku podróży na Daleki Wschód. Zaczerpnięte one zostały z jego napisanego w 1298 roku dzieła Podróże - Opis Świata. Interesujące nas wyjątki obejmują rozdziały: XXXI i XXXII.
| | | | | anik | 28.11.2010 06:29:15 | 
Grupa: Użytkownik
Posty: 11 #609990 Od: 2010-2-17
| TRZEJ KRÓLOWIE część 2
XXXI Tu zaczyna się wielki kraj Persja
Persja jest bardzo wielką prowincją, która w starożytności była bardzo sławna i potężna, ale obecnie Tatarzy ją spustoszyli i zniszczyli. W Persji leży miasto Sawa, skąd wyruszyli trzej Magowie udając się w drogę, aby Jezusowi Chrystusowi, |gdy urodził się w Betlejemie, hołd złożyć. W tym mieście pogrzebani są trzej Magowie w trzech wielkich i pięknych bardzo grobowcach. Nad każdym grobem znajduje się czworoboczny budynek z okrągłą nadbudówką, nader pięknie ozdobiony. Tak jedno piętro stoi na drugim. Ciała są jeszcze zachowane w całości i mają brody i włosy. Jeden z nich zwał się Baltazar, drugi Kacper, trzeci Melchior. Imć Marko wypytywał wielu mieszkańców miasta o tych trzech Magów, ale nie było nikogo, kto by umiał mu coś rzec, poza tym, że byli to trzej królowie, którzy tu w odległych czasach zostali pogrzebani. Lecz dowiedział się o nich od innych ludzi prowincji| to, co wam opowiem.
O trzy dni drogi, idąc przed siebie, znajduje się zamek zwany Kala Ataperistan. To znaczy po francusku zamek czcicieli ognia. Nazwę tę nosi słusznie, gdyż mieszkańcy tego zamku oddają cześć ogniowi. I powiem wam, dlaczego czczą ogień. Mieszkańcy tego zamku twierdzą, że ongiś przed wiekami trzej królowie tych ziem wyruszyli w drogę, by hołd złożyć prorokowi, który wonczas się narodził, i zanieśli mu trojakie dary: złoto, kadzidło i mirrę, aby się przekonać, zali narodzony prorok był Bogiem czyli też ziemskim królem, czy mędrcem. Gdyż mówili: „Jeśli weźmie złoto, zaiste królem ziemskim jest, jeśli kadzidło — Bogiem jest, jeśli weźmie mirrę — mędrcem jest.” I gdy przybyli na miejsce, gdzie narodziło się dziecię, najmłodszy z tych trzech królów poszedł sam, aby oglądał dziecię, i gdy wszedł, znalazł je podobnym sobie, gdyż zdawało się być jego wieku i postaci. Wyszedł więc wielce zdumiony. Następnie poszedł król wieku średniego i zdało mu się tak jak poprzedniemu: dziecię było jego wieku i postaci. I wyszedł głęboko wstrząśnięty. Potem poszedł trzeci, najstarszy wiekiem, i przydarzyło mu się jak tamtym dwom. I również wyszedł bardzo zamyślony. I gdy trzej królowie zebrali się wszyscy razem, opowiedział jeden i drugi, co widzieli, i bardzo się dziwowali, i mówili, że pójdą wszyscy trzej razem. Poszli więc wszyscy trzej razem przed dziecię: i znaleźli je z wyglądu i z wieku, jakim było. Gdyż nie miało więcej nad dni trzynaście. Więc pokłon mu oddali i złożyli dary: złoto, kadzidło i mirrę A dziecię przyjęło wszystkie trzy dary. A potem dziecię dało im zamkniętą puszkę. Trzej królowie odjechali, aby powrócić do swego kraju.
XXXII Co zdarzyło się trzem królom, którzy złożyli hołd Bogu
Gdy tak kilka dni drogi ujechali, powiedzieli sobie, że radzi by ujrzeć, co im dziecię dało. Więc otworzyli puszkę i znaleźli w niej kamyk. I zdumieli się bardzo co by to mogło znaczyć. Dziecię dało im to na wyobrażenie, że mają stać twardo jak kamień w wierze, która się w nich zrodziła. Ponieważ kiedy trzej królowie ujrzeli, że dziecię przyjęło wszystkie trzy dary, rzekli sobie, że było ono Bogiem i królem ziemskim, i mędrcem. A dziecię wiedząc, że tak wszyscy trzej uwierzyli, dało im ów kamień na znak, aby w tej wierze byli silni i wytrwali. Trzej królowie nie zdając sobie sprawy, dlaczego kamień ów został im dany, wrzucili go do studni; zaledwie to uczynili, spadł natychmiast z nieba ogień palący wprost do tej studni, do której kamień wrzucono. I nagle przez cud boski z otworu studni zaczął buchać płomień. Gdy trzej królowie ujrzeli ten wielki cud, przerazili się bardzo i żałowali, że rzucili kamień, poznali bowiem wtedy, że miał on wielkie i święte znaczenie. Wzięli zaraz trochę tego ognia i zanieśli do kraju swego.
Złożyli go w kościele bardzo pięknym i bogatym. Tam utrzymują go stale i cześć mu oddają jak Bogu i wszystkie ofiary tym ogniem są palone. A jeśli zdarzy się, że ogień zgaśnie w jednym z owych miast|, udają się do innych wyznawców ognia i każą sobie dać nieco ognia, jaki płonie w ich kościele, i powracają ogień swój rozniecić. Lecz nigdy nie biorą z innego ognia jak tylko z tego, o którym mówiłem. Aby zaś dostać ten ogień, robią czasem i dziesięć dni drogi. Czasem udają się aż do pierwotnego źródła tego ognia, do studni, w którą wrzucony był kamień dany przez dziecię w Betlejem narodzone, a ogień ten nigdy nie gaśnie. Dla tej to przyczyny, jak powiedziałem, oddają cześć ogniowi w tej okolicy. Zapewniam was, że ci ludzie, którzy trwają w tym błędzie, są bardzo liczni. Całą tę historię opowiedzieli mieszkańcy zamku Imć Markowi Polo, zapewniając, że to wszystko jest prawda. Z tego wszystkiego możecie przyjąć to, co zgadza się z Ewangelią, że trzej Mędrcy przybyli oddać hołd Panu naszemu i ofiarowali mu dary. Reszta jest błędem pozbawionego wiary pospólstwa i nie zawiera prawdy, jeno same kłamstwa, jakie zwykli czynić nieuczeni, prości ludzie. I jeszcze wam powiem, że jeden z trzech Magów był z Sawy, drugi z Awy, zaś trzeci z Kaszanu. Opowiedziałem wam oto tę historię bardzo dokładnie, a teraz mówić wam będę o innych miastach Persji, o ich sprawach i zwyczajach.
Żaden jednak raport nie może przebić wyczerpującego sprawozdania zatytułowanego Historia trium regum autorstwa karmelity o imieniu Johannes de Hildesheim z niemieckiego miasta Hildesheim. To wiekopomne, pisane po łacinie dzieło powstało w 1370 roku i zawiera w sobie rewelacje, które pod względem fantazji mogą jedynie konkurować z opowieściami biblijnymi. Niestety, nie mamy jego tłumaczenia w języku polskim, jednakże postaram się je przytoczyć w skrócie czytelnikowi.
Johannes de Hildesheim
HISTORIA TRZECH KRÓLI
Część I - Gwiazda
W czasie, kiedy dzieci Izraela opuściły Egipt i poprzez swoje zwycięstwa osiągnęli Jerozolimę i przyległe do tego miasta obszary, istniało w królestwie Ind (Indii) wysokie wzgórze nazywane Wzgórze Vaws, czyli Wzgórzem Zwycięstwa. Była to jednocześnie strażnica Ind, która czuwała dniami i nocami ostrzegając ludność przed Dziećmi Izraela a potem przed Rzymianami. W przypadku zauważenia zbliżającego sie nieprzyjaciela, strażnicy Wzgórza Zwycięstwa rozpalali wielki ogień aby dać znać mieszkańcom, aby byli przygotowani do obrony. Teraz, w czasie kiedy przepowiednia Balaama na temat Gwiazdy miała przepowiedzieć urodzenie Chrystusa, wszyscy wielcy panowie i ludność zarówno Ind’u jak i Wschodu bardzo zapragnęli zobaczyć tą Gwiazdę, która poświadczała by to wydarzenie (jest to odnośnik do Lb 24:17 - Widzę Go, lecz jakby jeszcze nie teraz, wpatruję się w Niego, lecz jakby z daleka. Oto gwiazda wschodzi z Jakuba, z Izraela berło się podnosi. Zetrze on z obydwu stron Moab i wyniszczy wszystkich synów Seta - przyp. tłumacza).
Więc wszyscy znosili podarki do strażników Wzgórza i prosili ich, aby gdy zobaczą obojętnie: w dzień czy w nocy jakąś gwiazdę, która nie była dotychczas zauważalna na nieboskłonie, aby natychmiast puścili wieść do mieszkańców Ind’u. W ten sposób narodziła się sława Gwiazdy, która rozniosła się po wszystkich krainach Wschodu. A im z coraz to większą starannością przeczesywano niebo aby ją wykryć tym bardziej jej sława i tym bardziej wzrastało pragnienie populacji Ind’u aby ją ujrzeć. W końcu powołali oni dwunastu z pośród najmądrzejszych astronomów zamieszkałych w tej krainie i dano im wielkie zadanie, aby przenieśli się na Wzgórze Zwycięstwa i tam wyprorokowanej gwiazdy Balaam’a. Kiedy Chrystus urodził się w Judejskim Betlejem, Jego Gwiazda zaczęła podobnie do słońca wstawać i jasno błyszczeć. Wzniosła się ona ponad Wzgórzem Zwycięstwa i pozostała nad nim cały dzień bez ruchu będą tak samo jak gorąca i zawueszoną wysoko jak Słońce. Nie było pomiędzy nimi także żadnej różnicy w jasności. Lecz kiedy nadszedł rok narodzenia, Gwiazda wzeszła na firmament, tym razem będąc jak gdyby w koronie w postaci długich, oślepiająco promieniujących strug światła bardziej palących niż pochodnia. I tak jak fruwający orzeł bije powietrze swoimi skrzydłami, tak i smugi Gwiazdy poruszały się dookoła niej.
Wtedy wszyscy ludzie, zarówno mężczyźni jak i kobiety ze wszystkich stron kraju, kiedy zobaczyli cudowną Gwiazdę byli pełni do głębi zadziwieni tym zjawiskiem i nabrali pewności, że to jest ta przepowiadana przez Balaama, dawno oczekiwana przez wszystkich ludzi w kraju Gwiazda. Teraz, kiedy czcigodni trzej królowie, którzy w tym czasie rządzili Indiami, Chaldeją i Persją zostali poinformowani przez astronomów o tej Gwieździe, byli bardzo radzi, że otrzymali łaskę zobaczyć ją za swojego życia. Dlatego też ci trzej czcigodni królowie: Mielchior, Baltazar i Kacper (w tej samej godzinie Gwiazda ukazała się im wszystkim), chociaż byli oni daleko od siebie i żaden z nich nie wiedział o zamierzeniach drugiego, zadecydowali aby iść, odszukać i oddać cześć panu i królowi Żydów, który dopiero co się narodził, jak to im przekazała Gwiazda. W ten sposób każdy z króli przygotował duże ilości podarków oraz kolumnę mułów, wielbłądów i koni mających transportować ich skarby i razem z wielką ilością towarzyszących im ludzie ruszyli naprzód przed siebie.
Część II - Dziecko
Teraz, kiedy trzej czcigodni królowie wyruszyli ze swoich królestw, Gwiazda szła przed każdym z królów i jego ludźmi. Kiedy zatrzymywali się, Gwiazda stawała w miejscu a kiedy oni ruszali naprzód, Gwiazda pełna zalet i mocy zawsze szła przed nimi dając im przez całą drogę światło. I jak to jest zapisane, w czasie kiedy Chrystus się narodził, panował w całym świecie pokój, wobec czego we wszystkich miastach i miasteczkach przez które oni podróżowali nie było ani w dzień ani w nocy zamkniętych bram a wszyscy ich mieszkańcy niepomiernie się zadziwiali widząc króli i towarzyszącą im ogromną różnorodność tłumu poruszającego się w wielkim pośpiechu. Jednak nie wiedzieli ani kim oni są, ani skąd przyszli i dokąd idą.
W czasie podróży, ci trzej władcy przejeżdżali przez wzgórza, wody, doliny, równiny i inne przepaściste i niebezpieczne miejsca bez żadnych przeszkód, ponieważ cała droga wydawała się prosta i gładka. Nigdy też nie brali odpoczynku, ani za dnia ani też w nocy. Nigdy też ani ich konie czy inne zwierzęta cokolwiek jadły ani piły aż do czasu kiedy przybyli do Betlejem. A cały czas podróży wydawał im się jednym dniem. Ale kiedy trzej błogosławieni królowie znaleźli się blisko Jerozolimy, wielki obłok ciemności zakrył przed ich wzrokiem Gwiazdę. I kiedy Melchior i jego ludzie przechodzili szybko koło miasta, nagle zatrzymali się we mgle i ciemności. Chwilę potem przybył Baltazar i natknął się na ten sam obłok i zatrzymał się blisko Melchiora. Po czym pojawił się Kacper i jego zastępy. W ten sposób trzech sławnych króli, każdy ze swoim dworem, towarami i zwierzętami spotkali się na gościńcu koło Jerozolimy. Pomimo, że żaden z nich przed tym nie znał ani nie widział drugiego czy też o nim słyszał, kiedy się zobaczyli z wielką czcią i radością, ucałowali się wzajemnie.
Potem, podczas rozmowy, kiedy każdy z nich wyjawił przyczynę i cel swojej podróży byli bardzo radzi i podnieceni. Tak więc podjęli oni teraz wspólnie podróż i przy wschodzie słońca wjechali do Jerozolimy. Gwiazda się już nie pokazała. Wtedy ci trzej czcigodni królowie, kiedy znaleźli się w mieście pytali ludzi odnośnie Dziecka, które się narodziło. I kiedy Herod usłyszał te wiadomości, był bardzo, podobnie jak i całe miasto zaniepokojony i prywatnie zawezwał trzech władców przed swoje oblicze, a podczas audiencji dowiedział się od nich, kiedy pojawiła się ich Gwiazda. Potem ich oddalił, zobowiązując ich do znalezienia dziecka i powrotu z tą wiadomością na jego dwór.
Teraz, kiedy trzej królowie opuścili Jerozolimę, Gwiazda pojawiła się ponownie jak dawniej przed nimi i doprowadziła ich do Betlejem. A im bardziej zbliżali się do miejsca gdzie Chrystus się urodził, tym jaśniej świeciła Gwiazda. W końcu znaleźli sie w Betlejem o godzinie szóstej rano. I jechali tak przez ulice miasta, aż przybyli przed mały domek. Tam Gwiazda się zatrzymała, a potem obniżyła się i emanowała z siebie tak wielki blask, że mała chatka była pełna światła. Po chwili Gwiazda uniosła się z powrotem do góry ale ciągle stała nad wskazanym przez siebie miejscem.
Wtedy trzej królowie weszli do małego domku i znaleźli Dziecko razem z jego matką, i upadli przed nim oddając mu cześć i ofiarowują prezenty. Przy tym, ty powinieneś wiedzieć, że owi trzej królowie przynieśli wielkie dary ze swoich krain, jak bogato ornamentowane i ryte złote naczynie, wiele klejnotów i cennych kamieni oraz złoto i srebro, które przynieśli w ofierze Królowi Żydów. Ale kiedy oni znaleźli Pana w malutkiej chatce, w ubogich szatach i kiedy zobaczyli że Gwiazda wydziela tak wielkie i święte światło w całym miejscu, to wydawało się, jak gdyby stali w buchającym ogniem piecu, zaczęły ich dręczyć wyrzuty sumienia, że wszystkie te wartościowe klejnoty i ozdoby, które przywieźli ze sobą wybrali w pośpiechu co im pierwsze wpadło pod rękę. I tak Melchior wziął w swoją rękę złote, okrągłe jabłko i trzydzieści pozłacanych srebrnych groszy (łaciński tekst niejasny - prawdopodobnie chodzi tu o srebrne najniższego nominału monety - czyżby analogia do nieszczęsnych Judaszowych 30 srebrników? - przyp. tłumacza), po czym ofiarował to wszystko Panu. Za nim Baltazar wziął ze swojego skarbu kadzidło a Kasper mirrę. Wszystko to oni ofiarowali ze szlochami i płaczem. A teraz, po kiedy trzej królowie złożyli Panu hołd, i zamieszkali w małym pomieszczeniu w Betlejem, nadszedł do nich we śnie rozkaz, aby nie wracali do Heroda, ale wybrali inną drogę powrotną do swoich królestw. Tym razem Gwiazda, która ich dotychczas wiodła do celu znikła na dobre. Tak więc królowie, którzy nagle spotkali się na drodze pod Jerozolimą, powrócili razem do swoich domów w wielkiej radości i poważaniu. A kiedy, po wielu dniach podróży przez niebezpieczne miejsca dotarli oni do Wzgórza Zwycięstwa, na jego szczycie wznieśli piękną kaplice ku czci Dziecka, które szukali. Zgodzili się także spotykać razem w tym samym miejscu dorocznie, jak również zadecydowali, że Wzgórze Zwycięstwa winno zostać miejscem ich pochówku. Więc kiedy czcigodni królowie wykonali swoje zadania, rozjechali się każdy ze swoimi ludźmi w swoją stronę aby połączyć sie na powrót ze swoimi władztwami.
Część III - Jak znaleźli się w Kolonii?
Przyszedł w końcu czas, że po wielu, wielu latach, niedługo przed świętami Bożego Narodzenia, ukazała się cudowna Gwiazda nad miastami, gdzie żyło tych trzech króli, którzy tym sposobem dowiedzieli się, że nadchodzi czas, kiedy opuszczą oni ziemię. Wtedy za zgodą wszystkich zainteresowanych, wybudowali na Wzgórzu Zwycięstwa duży i piękny grobowiec, i tam trzej Święci Królowie: Melchior, Baltazar i Kacper kiedy umarli zostali pochowani we wspólnym grobie przez zasmuconych poddanych.
Minęło sporo czasu, kiedy królowa Helena, matka cesarza Konstantyna, zaczęła dogłębnie rozmyślać o ciałach trzech króli, w rezultacie czego, w towarzystwie dużego orszaku wyruszyła do Kraju Ind. Teraz powinieneś wiedzieć, że po znalezieniu ciał Melchiora, Baltazara i Kacpra, królowa Helena złożyła ich do pokrytej bogatymi ornamentami jednej skrzyni, którą powiozła do Konstantynopola, po czym z wielką radością i czcią, złożyła je w kościele Świętej Zofii, który został wybudowany przez Konstantyna, tego samego, w którym on sam jeden z małym dzieckiem ustawił marmurowe kolumny. Teraz, po śmierci cesarza Konstantyna, zaczęło się prześladowanie wiary chrześcijański, podczas którego ciała czcigodnych króli były lekceważone. Kiedy na tron wstąpił cesarz Mauricius Rzymski, za jego poradą szczątki trzech króli przeniesiono do Włoch, gdzie spoczęły w okazałym kościele w Mediolanie. Z upływem czasu, Mediolan zbuntował sie przeciwko cesarzowi Fryderykowi I, który rozdrażniony, znalazłszy się w oblężeniu posłał po Rainalda, arcybiskupa Kolonii z prośbą o pomoc.
Arcybiskup ze swoją armią zajął Mediolan i przekazał go cesarzowi. Za swoje usługi dla cesarza, wyraził wielką prośbę, aby mógł zabrać do Kolonii ciała trzech błogosławionych króli. Potem arcybiskup z wielką pompą i procesją przeniósł z Mediolanu do Kolonii zwłoki trzech króli. Tam też się do dzisiejszego dnia znajdują. W ten sposób kończy się legenda o tych trzech błogosławionych królach - Melchiorze, Baltazarze i Kacprze.
Może jako uzupełnienie tej historii przytoczę tu interesujący wyjątek z XII wiecznej powieści biograficznej zatytułowanej Vita Eustorgi, która uzupełnia sprawozdanie Johannes’a wiadomością, że ciała Trzech Króli zostały znalezione w IV wieku na Wschodzie przez św. Helenę, matkę cesarza Konstantyna I, i zostały przetransportowane do Kościoła św. Zofii w Konstantynopolu. Kiedy św. Eustorgius został biskupem Mediolanu, uzyskał on od cesarza zezwolenie, aby mógł zabrać ze sobą szczątki Trzech Króli do tego miasta. Tam pozostawały do 1164 roku, kiedy przeniesiono je do Koloniii po tym, jak Mediolan został złupiony przez armię Fryderyka Barbarossy. Teraz istotnie spoczywają one w Katedrze Kolońskiej w przepięknym relikwiarzu, nad którym pracowało kilku artystów (włączając Nicholas’a z Verdun) pomiędzy 1180 a 1220 rokiem.
Dla ciekawości przytoczę jeszcze jedną opowieść o przygodach Trzech Króli.
Mikhail Amrikhas
Opowieść o Trzech Królaci i kościele św. Marii w Urumii (Iran) Imiona Trzech Króli to: Melshioor (Melcolm), Beltasar (Baghadsar) i Gondophores (Kasper). Kasper pochodził z Medii (obecnie Azerbajdżan) i był młodszym od swoich towarzyszy. Był ciemnoskóry, i nosił przydomek Negara. Umarł w Urumii i został pochowany w miejscu, gdzie obecnie znajduje sie zbudowany kościół św. Marii. Melcolm pochodził z miasta Marakha leżącym w pobliżu Jeziora Urumia, gdzie też zmarł. Baghadsar natomiast był z miasta Ardabil lub Arbil w Iraku, gdzie został pochowany. Wszyscy powrócili szczęśliwie z Ziemi Świętej, lecz każdy z nich powędrował do swojego miasta, aby móc opowiedzieć swoje interesujące przygody.
Kościół św. Marii został postawiony na rozkaz króla Abgar’a, który był asyryjskim księciem z Orhai (prowincja Turcji). Po zawaleniu sie imperium asyryjskiego, był on leczony na rozkaz Jezusa przez św. Tomasza, w czasach po swoim zmartwychwstaniu ale jeszcze nim doznał wniebowstąpienia. List króla Abgar’a do Jezusa i odpowiedź tego ostatniego to zupełnie inny epizod, tutaj pominięty. Jednakże po swoim uleczeniu, Abgar obiecał, że pokryje wszystkie koszty budowy kościoła pod wezwanie św. Marii na miejscu pochówku Kaspra. Potomkowie króla wypełnili co do joty jego obietnicę i wybudowali kościół, do którego później dodano drugie skrzydło, które nazwano imieniem św. Tomasza. Całość ukończono w 87 roku. Wyrzeźbiona jego figura nie jest wyraźna. Asyryjczycy tradycyjnie udają się na jezioro Urumia 3 lipca aby powitać św. Tomasza, który chodził po wodzie, oraz aby odwiedzić rodzinne miejsce Kaspra. W 190 roku, szczątki 3 mędrców zostały ekschumowane i zabrane do Urumii, gdzie je pogrzebano z wielkimi honorami w rzeczonym kościele. Trzy duże nagrobne płyty zostały umieszczone w ścianie zewnętrznej budynku. Napisane starosyryjskim językiem epitafium było dostępne odwiedzającym. Jednakże płyta nagrobna Kaspra była na pół odsłonięta w skrzydle św. Tomasza. Druga połowa pozostała ukryta i tym sposobem była nieczytelna.
Podczas wojen rosyjsko - perskich w ciągu ostatnich dwóch setek lat oraz przyłączenia Azerbajdżanu i części Moża Kaspijsiego do Imperium Rosyjskiego, Rosjanie wywieźli do siebie dwie odsłonięte nagrobne tablice. Te bardzo ważne artefakty zostały umieszczone odpowiedni w katedrze Leningradzkiej i Kijowskiej. Trzecia płyta pozostała w Urumii. Podczas I Wojny Światowej, zbłąkany turecki pocisk wystrzelony z działa umieszczonego na górze Seer uderzył w skrzydło św. Tomasza odsłaniając do tej pory ukrytą część kamienia nagrobnego. Kiedy Turcy ponieśli klęskę, wojna się skończyła i zawarto pokój, chrześcijanie wrócili do Urumii. Miejsce w którym wmurowano nagrobną płytę zostało tymczasowo pokryte darniną, ale w 1926 roku, bardzo życzliwa i dobroczynna osoba nazwiskiem Esho-beg podjęła się naprawy nie tylko zburzonej ściany, ale również całego rzeczonego skrzydła.
Jednakowoż zdawszy sobie sprawię, że pozostały kamień nagrobny może zwabić i skusić przyszłych archeologów do jego wyjęcia, restaurator postanowił ukryć go w całości w ścianie, wmurowując w nią imitację kamienia nagrobnego. Esho-beg miał nosa. Kiedy Rosjanie okupowali Azerbajdżan i Urumie w trakcie II Wojny Światowej, ich banda archeologów zwaliła się do starożytnego miejsca w celu wyłuskania wyżej wspomnianego kamienia. Niestety, poza imitacją nic nie znaleźli. Przesłuchiwanie kościelnego nic nie dało, ponieważ nie był on obecny w czasie trwania remontu i o niczym nie wiedział. Ruscy opuścili miejsce rozczarowani, a oryginalny kamień jest ciągle dobrze zabezpieczony zamurowany na amen w ścianie.
Co na to wszystko Kościół? Otóż może to zaskoczy niejednego katolika, ale ustanowiona przez Watykan i obchodzona 6 stycznie uroczystość liturgiczna wcale nie nosi nazwy święta Trzech Króli. Było by to zresztą bardzo dziwne, ze względu na brak Kacpra, Melchiora i Baltazara w poczcie świętych Kościoła Katolickiego. Dlatego też obchodzone we wspomnianym wyżej dniu święto nosi nazwę Objawienia Pańskiego.
Gdzieś od przełomu XV i XVI wieku, na Trzech Króli poświęca się złoto i kadzidło.. W XVII wieku król Jan Kazimierz składał tego dnia na ołtarzu jako ofiarę wszystkie monety bite w poprzednim roku. Okazało się także, że dotknięcie poświeconym złotem szyi, uleczy ją od wszystkich dolegliwości. Wiadomość ta na pewno uleczy wszystkich cierpiących na zapalenie gardła, wybawiając ich od wizyty w gabinetach lekarskich i wydawania pieniędzy w aptekach. Również będą zadowoleni i hodowcy bydła, gdyż dzięki okadzeniu obory z chorymi zwierzętami zostaną one uleczone, a weterynarze mogą pójść w odstawkę. Podobny efekty przyniesie również okadzenie pomieszczeń mieszkalnych. Tak więc jedyną przyczyną takiej na przykład epidemii grypy jest po prostu upadek wiary u chrześcijan zaniedbujących ten święty obowiązek.
Wyskrobany poświęconą kredą na drzwiach napis K+M+B nie pochodzi wcale, tak jak sądzą wierni od pierwszych imion Trzech Króli, ale od łacińskiego zdania Christus Mansionem Benedicat oznaczającego życzenie „Niech Chrystus błogosławi ten dom”. Równie dobra jest i następna formuła: Christus Multorum Benefactor, przetłumaczalna na „Chrystus Dobroczyńcą Wielu”. Wydaje mi się jednak, że wielu z pośród dotkniętych ostatnimi klęskami żywiołowymi zupełnie zaniedbało ten zesłany przez Boga obyczaj, stosując raczej wiarę w niezniszczalność wałów przeciwpowodziowych, szybką interwencję służb medycznych czy straży ogniowej. A jak ci odstępcy od wiary ojców na tym wyszli, to wszyscy wiemy.
Również zgodnie odwiecznym obyczajem, księża w tym dniu zaczynają obchód kolędowy. Zwyczaj ten był znany jeszcze w średniowieczu - podczas którego księża wizytując parafian, przepytywali ich z religii, nawracali grzeszników na drogę cnoty, zbierali datki na Kościół. Tego dnia święcono także pierścionki, medaliki, złote monety, które później wręczano dzieciom opuszczającym dom. Kultywowany do dziś jest także świecki zwyczaj przepowiadania pogody w rozpoczynającym się roku na podstawie aury panującej w ciągu 12 dni dzielących Boże Narodzenie od Trzech Króli. Owe 12 dni symbolizuje 12 miesięcy nowego roku. A po tych dwunastu dniach rozpoczyna się karnawał, którego zakończeniem są ostatki - wtorek przed środą popielcową, która rozpoczyna Wielki Post.
CZAS NA FAKTY
Rozpatrując cały ten bałagan z pozycji wierzącego, to opierając sie na jedynym dla niego autorytecie, a mianowicie Piśmie Świętym, nie ma on innej opcji jak całkowicie odrzucić istnienie Trzech Króli, gdyż pozostałe relacje na ich temat są zawarte jedynie w zapiskach nie mających właściwości natchnienia Ducha Świętego, a więc są zupełnie bezwartościowe z punktu widzenia Kościoła. Jest to zgodne z założeniem, że Kościół Katolicki przyjmuje wszystkie księgi tak Starego jak Nowego Testamentu, bo sam Bóg jest ich autorem, tak jednego jak drugiego, jak również tradycje dotyczące wiary i obyczajów, ponieważ ustanowił je sam Jezus Chrystus lub Duch Święty. Sobór Trydencki 1546 rok. Jednakże sprawa jest o tyle ciekawa, że pociągniemy dalej nasze śledztwo.
Jak już to wiemy, na początku XV wieku ustalono wiek tych władców: Melchior miał liczyć sobie 60 wiosen, Kacper 40 a Baltazar 20. Warto tu jednakże zaznaczyć, że tyle mieli lat, kiedy trafili do Betlejem, czyli w okolicach 6 roku p.n.e. a może nawet, jak już to wcześniej zaznaczyłem mógł równie dobrze pasować 10 jak i 15 rok p.n.e.
Teraz przypomnijmy sobie, że istnieją cztery miejsca ich pochówku. Jedno to kościół imienia św. Marii w Urumii, a drugie to miasto Seuva w ówczesnej Persji, obecnie w Iranie, trzecie to Wzgórze Zwycięstwa w Indiach, natomiast czwarte to katedra w Kolonii. To ostatnie miejsce jest daleko częściej odwiedzane, a ich grób jest tak pieknie wyeksponowany, że aż się prosi o dokładne zbadanie złożonych tam szczątków. Aż do niedawna było to całkowicie wykluczone, jednakże parę lat temu zezwolono niejakiemu panu Bob’iemu Brier dokładniej je zbadać przy pomocy zdjęć. W jego macierzystej uczelni, czyli Long Island University, powiększono wszystkie zdjęcia czaszek, aby je dokładnie zbadać. Okazało się, że szwy na jednej czaszce były otwarte, na drugiej częściowo zrośnięte, na trzeciej zaś całkowicie zasklepione. Tak więc czaszki z Kolonii wzorowo odzwierciedlają VI wieczną mozaikę z Ravenny. Teraz pora ustalić, ile to miał Jezus lat, kiedy go ukrzyżowano. Opierając się na zeznaniach św. Mateusza (gdyż tylko on wspomina o hołdzie trzech magów), to Jezus w chwili śmierci miał co najmniej 36 lat. Tak więc w dniu jego śmierci, Trzej Królowie liczyli by sobie odpowiednio co najmniej 96, 76 i 56 lat. W czasach gdy średnia wieku oscylowała w granicach 40 lat, wydaje się bardzo dziwne, że mogli dożyć tak sędziwego wieku. Ale z drugiej strony wiemy dzięki przekazom, że musieli żyć, skoro Apostoł Tomasz (ten niewierny) ich ochrzcił, kiedy wybrał się, chociaż nie wiemy dokładnie kiedy, po śmierci Pana do Indii.
Oczywiście ci którzy dostarczyli matce cesarza Konstantyna Helenie trzy trupy spełnili swoje zadanie jak na tamte czasy wzorowo, to znaczy dostarczyli jej trzy w różnym wieku męskie zwłoki. Również ich odzież ubarwiona na purpurowy kolor wydaję się być zgodna z syryjskim wzorem tkackim z III i IV wieku. Tylko że ucieszona nabytkiem naiwna Helena, nie zwróciła wcale uwagi na fakty, że przecież Mateusz wcale nie wymienia liczby tych magików, ich wieku, rasy, ani też nie twierdzi, że wszyscy z nich byli płci męskiej. Ponadto tak naprawdę, to ich czaszki powinny być wszystkie na amen zasklepione, tym bardziej, że wielebny mnich Johannes de Hildesheim wyraźnie wspomina, że ci władcy, po odwiedzinach Jezusa żyli jeszcze przez wiele, wiele lat.
Oczywiście zbadanie zwłok przy pomocy izotopów węgla wypowiedziało by się by bez pudła zarówno co do wieku tych zwłok jak i etnicznego pochodzenia tych osobników. Niestety. Kościół nigdy na to nie pójdzie, tym bardziej, że już się sparzył na Świętym Całunie z Turynu. Otóż w 1988 roku za zgodą kardynała Anastasio Ballestrero, mikrobiolog Giovanni Riggi wyciął z całunu próbkę o powierzchni 8 cm² i przekazał jej fragmenty trzem niezależnym zespołom badawczym (Zurich, Oxford, University of Arizona w Tucson). Stosując metodę datowania opartego na radioizotopie węgla C14 wszystkie trzy zespoły określiły datę powstania całunu na lata 1260-1390.
|
 | Strona: 1 / 1 strony: [1] |
| << Pierwsza | < Poprzednia | Następna > | Ostatnia >> |
| Aby pisac na forum musisz sie zalogować !!! |
|